Po
tym krótkim przeglądzie kolejnych właścicieli ziem nowogórskich przejdźmy do
podania niektórych informacji z życia Nowogórzan, zdarzeń jakie miały miejsce w
naszym mieście, okresu prosperity, chwil podniosłych, ale także zdarzeń
tragicznych.
Zacznijmy od oceny miasta Nowa Góra w średniowieczu, przedstawionej w
opracowaniu M.Boguckiej i H.Samsonowicz „Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce
przedrozbiorowej”.
Miasta zostały podzielone na IV kategorie, ze
względu na zasięg kontaktów i obszar oddziaływania. Autorki zaliczyły Nową Górę
do IV kategorii, czyli o zasięgu kontaktów od ok. 20 km i obszaru oddziaływania 100 – 300 km kwadratowych. Kategoria III ma zasięg ok. 100 km i obszar 1500
– 500 km2. Powstaje pytanie: Czy słusznie zaliczono Nową Górę do IV kategorii?
Wydaje się, że autorki miały rację zaliczając Nową Górę do kategorii „małych
miasteczek”, gdyż jej znaczenie było raczej typowo lokalne, znaczące na terenie
latyfundium tęczyńskiego, ale na dalszym terenie już niekoniecznie.
Notatka dotycząca Nowej Góry w „Liber
beneficiorum” (Księga uposażeń) Jana Długosza (1480 r.) jest dość lakoniczna.
Długosz pisze o tym, że Nowa Góra jest miastem, należy do pana na Tęczynie,
jest tu drewniany kościół pod wezwaniem Ducha Świętego, a dziesięcina pobierana
jest od mieszczan „vario modo”, czyli w różny sposób. Dziesięcina z Filipowic
jest „snopowa” i należy do plebana w Nowej Górze oraz do kapituły krakowskiej.
Długosz określa nazwę Nowej Góry jako „Nowomoncze”.
W 1425 r. król Władysław Jagiełło jadąc
z Rabsztyna przez Olkusz , Sławków i Biały Brzeg (dziś już nieistniejąca
miejscowość) dotarł do Tęczyna. To fakt historyczny. „Hinerarium króla Władysława
Jagiełły” (Kronika podróży), opracowana przez Antoniego Gąsiorowskiego nie
wspomina wprawdzie, iż król przejeżdżał przez Nową Górę, ale w tym czasie innej
drogi nie było. Nie można więc wykluczyć, iż Jagiełło był pierwszym polskim
królem, który odwiedził Nową Górę.
Proces nadawania nazwisk zaczął się w
Polsce na początku XIII wieku, ale początkowo objął tylko szlachtę, przy czym z
reguły były to nazwania tzw. odojcowskie, bądź tworzone od miejsc pochodzenia.
Pierwsze chłopskie nazwiska pojawiają się wprawdzie w „Księdze Henrykowskiej” z
XIII wieku, ale jeszcze w następnym stuleciu z reguły określani są tylko
imionami.
Wydaje się, że w XIV wieku Nowa Góra
była już na tyle zamożna miejscowością, że niektórzy jej mieszkańcy zaczęli
szukać szerszych możliwości zaspokojenia swoich aspiracji życiowych. W 1367 r.
Andrzej z Nowej Góry uzyskał prawa miejskie w Krakowie. W 1385 r. to samo
uzyskał krawiec Wojciech, a w 1399 r. Jakub. W następnym stuleciu księgi
przyjęć do prawa miejskiego Krakowa odnotowały dalszych dwóch Nowogórzan:
kolejnego Wojciecha („Woiteg”) w 1449 r. i Stanisława (Stanislaus „de
Nouagora”) w 1485 roku. Pierwszy zapłacił za to jeden wiardunek czyli ćwierć
grzywny, drugi pół grzywny. W 1500 r. status krakowskiego mieszczanina uzyskał
Stanisław Słodownik z Nowej Góry – nie tylko z nazwiskiem, ale i określonym
zawodem.
Z „Albumu studiosorum” Uniwersytetu
Krakowskiego wiemy, że w 1456 r. studia na wydziale teologicznym podjął Jan syn
Grzegorza „de Nowagora”. Jak widać nazwy miejscowości pisane były różnie,
czasem używano także formy „Góra” lub „Gori”, co budzi wątpliwości, czy chodzi
o Nową Górę, czy też o inną miejscowość (Chociaż niewykluczone, iż Nową Górę
jeszcze na początku XV wieku określano czasami starą nazwą „Góra” – ot chociażby
jak w układzie majątkowym Jana z Tęczyna z 1402 roku). Odnotujmy więc jeszcze ,
że w 1400 r. , a więc w roku restytucji Akademii, trzej młodzieńcy o imionach Warsius, Jacobus i Augustinus ,
wywodzący się z Góry zaczęli studiować na tejże uczelni, a Mathias i Nicolaus –
również „de Góra” - w 1405 i 1406 roku.
W innych źródłach pod datą 1434 r.
wzmiankowany jest nowogórski mieszczanin Stanisław Drozdowi. Być może ten sam
człowiek, ale pod nazwiskiem Stanisław Drost odnotowany jest w krakowskiej
księdze wójtowskiej w roku 1442, jako strona w pewnej sprawie sądowej. Z lat
1475 – 76 pochodzą wzmianki o wójcie, a zarazem żupniku Urbanie, natomiast pod
datą 1462 r. znajdujemy w źródłach zapis o nowogórskim plebanie Klemensie,
mającym godność dziekana.
Nierozwiązaną zagadką do dziś jest kim
był Petrus de Nova Gora, który w 1470 roku przedstawił na Uniwersytecie w
Lipsku rozprawę magisterską w pytaniach i odpowiedziach o tematyce teologiczno
– moralnej. Rękopis tej pracy (285 stron) przechowywany jest w Bibliotece Kapituły
Krakowskiej. Prof. Feliks Kiryk znalazł w krakowskich aktach wzmiankę o
XV-wiecznym notariuszu publicznym Piotrze z Nowej Góry, być może więc chodzi o
tego samego człowieka. Nie ma go jednak w spisach studentów Akademii
Krakowskiej w XV wieku, ani na listach słuchaczy Uniwersytetu Lipskiego w tym
okresie.
Podobnie nie wiemy nic o losach
Macieja, syna Świętosława z Nowej Góry, który w 1481 roku podjął studia w
Akademii Krakowskiej, czy też jak potoczyło się dalsze życie Doroty, określanej
jako „puella de Novomonte”, która w marcu 1441 r. stanęła przed sadem duchownym
w Krakowie, prosząc o unieważnienie małżeństwa ze Stanisławem z Jerzmanowic.
Powód był prosty – małżeństwo nie zostało skonsumowane. Zapadł więc werdykt
korzystny dla Doroty – została uznana za pannę.
Z lektury najstarszej z zachowanych
ksiąg miejskich Nowej Góry wynika, że w tym mieście na przełomie XV i XVI wieku
zaczęły upowszechniać się nazwiska tworzone od wykonywanych zawodów, chociaż
osoby wykonujące ważne funkcje urzędowe (wójta, burmistrza, rajców), nadal
określane były tylko imieniem.
Z księgi dowiadujemy się więc, ze w 1499 roku
wójtem Nowej Góry był „famatus” Adalbert, czyli sławny Wojciech (właściwie
funkcja wójta była określana słowem „advocatus”). Pod datą 1512 r. występuje
burmistrz („proconsul”) Andrzej. Wyjaśnić tu należy różnicę miedzy tymi dwoma
stanowiskami. Wójt był nie tylko zwierzchnikiem miejskim, ale miał także
uprawnienia sądowe. Był to także znak, ze miejscowość stanowiona jest na prawie
magdeburskim, co oznaczało m.in. swobodny wybór wójta spośród rajców. Burmistrz
natomiast stał na czele rady miejskiej, zajmował się głównie sprawami
gospodarczymi i pełnił swą funkcję zwykle przez rok. W niektórych okresach w
Nowej Górze bywało dwóch burmistrzów naraz.
Niektóre ze znanych nam ówczesnych
nazwisk to: Jan Sutor (szewc), Jan Faber (rzemieślnik), Andrzej Browar (tego
nazwiska i pozostałych tłumaczyć chyba nie trzeba), Marcin Solipiwo, Siodłak
(1599 r.), Browarek, Żupnik, Słodownik (1609 r.), Sarbe (Słodownik) w 1620 r.,
Kramarz, Garbarz, Krawczyk, Grochowski, Kamieniarz, Kuśnierz, etc.
Z innych nazwisk pojawiających się w
różnych dokumentach, można jeszcze wymienić: Andrzej Cawala (1505 r., rajca),
Mateusz Klima (1512 r., rajca), Jan Siemek (miał sprawę sadową w 1514 r.),
Sebastian i Stanisław Stawonoga (od 1563 r. przez szereg lat pełnili funkcję
burmistrza), Antoni Łagan (1569 r., rajca), Feliks Bodzenta (1569 r.).
Z końca XV wieku zachowały się wykazy
podralnego. Nowa Góra wraz z Miekinią (przez wiele lat te miejscowości są
wykazywane łącznie) zajmowały obszar 22 łanów i z takiej powierzchni uiszczały
podralne, co odnotowano w 1496 roku. W roku następnym wykazano 20 łanów, a w
latach 1498 – 1499 już tylko 19 i trzy
czwarte łana, co świadczy o postępującym rozdrobnieniu pól uprawnych.
Browar miejski w Nowej Górze powstał
najprawdopodobniej w XV wieku, bowiem na początku następnego notowano tu takie
nazwiska mieszczan jak Słodownik, Browar, Solipiwo czy Tazbier. W roku 1507
oraz 1509 król Zygmunt Stary, na prośbę ówczesnego właściciela ziem
nowogórskich, zwolnił miasto od płacenia czopowego, czyli podatku od piwa. Z
1568 r. pochodzi zapis:” z pieniędzy browarnych na utrzymanie miejscowego
szpitala”, dokonany przez Andrzeja Tęczyńskiego. Zapis ten potwierdza dokument Jana
Tęczyńskiego (syna Andrzeja) z 1621 roku –
„33 złotych i 12 groszy pochodzących z browaru”. Jak ustalił Janusz
Kurtyka, w 1579 roku aż 59 mieszczan nowogórskich zajmowało się browarnictwem i
gorzelnictwem. Po roku 1655 z ksiąg miejskich znikają wszelkie informacje na
temat nowogórskiego browaru.
W XVI wiek Nowa Góra wchodziła z
ukształtowaną strukturą władz miejskich, wójtem, burmistrzem, mianowanymi
ławnikami (reprezentantami kupców, żupników i bogatszych rzemieślników) oraz
radą miejską, teoretycznie wybieraną przez ogół mieszkańców. Teoretycznie, bo
demokracja w miastach – zwłaszcza prywatnych – miała krótki żywot i rajcy byli
wybierani albo przez innych rajców, albo pełnili swe funkcje rotacyjnie. W owym
czasie w Krakowie wystąpił konflikt mieszczaństwa ze szlachtą, a stroną w nim
byli panowie Tęczyńscy, właściciele Nowej Góry. Nie mogła więc wytworzyć się
silna władza miejska, a zapisy w zachowanych księgach wójtowskich jasno
wskazują, że Tęczyńscy zachowali decydujący głos we wszystkich poważniejszych
sprawach mieszkańców Nowej Góry, nadzorując uważnie działania władz
miejskich.
Wiek XVI to okres największego rozkwitu
Nowej Góry (targowisko, kopalnie, karczmy, browar, rzemiosło). Z rynku (był
inaczej usytuowany niż dzisiejsze pozostałości) wychodziły ulice: Olkuska – w
kierunku szkoły, Śląska – w kierunku „Sikorowskiego”, Krzeszowicka – w kierunku
„Czantorii” i Miękińska – w kierunku Podmiękinia. Do dzisiejszych czasów
zachowała się pieczęć miejska – sądownicza, pochodząca z tego (lub wcześniejszego)
okresu. W jej części centralnej znajduje się ścięta głowa Jana Chrzciciela na
misie, a na otoku napis w języku łacińskim „Jurordical sculentie” (Sędziowie
występku). Dlaczego akurat taki wizerunek miała pieczęć? Odpowiedź jest prosta
– od przełomu XV i XVI wieku św. Jan Chrzciciel był patronem Nowej Góry, co
pośrednio określa okres powstania pieczęci.
W 1509 roku król Zygmunt I Stary nadał
miastu przywilej jarmarku rocznego (8 grudnia) i targu tygodniowego – we
czwartki. Z nowej Góry wywożono kopaliny (rudy), zboże, mięso, miód i wyroby
rzemieślnicze.
Niektórzy z mieszkańców Nowej Góry
zajmowali się górnictwem, o czym świadczą śladowe dokumenty z tamtego okresu.
Znajdujemy w nich m.in. wzmiankę z 1510 roku, iż „Andrzejowi Kawali z Nowej
Góry, Kletner z Trzebini winien 9 cetnarów ołowiu”.
W 1509 roku Jan Tęczyński, kasztelan
krakowski w Sądach Biskupich zaprzysiągł w sprawie funduszy kościoła
nowogórskiego.
W 1557 roku mieszczanin nowogórski, a
zarazem przedsiębiorca górniczy Albert Żupnik ufundował srebrną, pozłacaną
monstrancję dla kościoła.
W 1568 r. Jan Tęczyński, kasztelan
krakowski, został wymieniony w aktach miasta Nowej Góry „iż w temże miasteczku
browar swój z innymi z niego dochodami na szpital w Nowej Górze obrócił”. Ten
szpital, to był przytułek dla ubogich. Na utrzymanie tej placówki przeznaczył
33 złote i 12 groszy na rok, przy czym pieniądze te miały pochodzić z dochodów
miejscowego browaru. Suma ta widocznie była za mała, gdyż w 1605 roku pleban
nowogórski ks. Węgrzyński przekazał pewną sumę pieniędzy na utrzymanie tego
przytułku. Z własnych środków zakupił także domek dla kuracjuszy, a także ogród
„surowcowski”, z którego mogli oni korzystać.
W 1573 roku odnotowano w aktach
miejskich „regestr warzenia”. Działał cech kowalski, rozwinięte było
rękodzielnictwo.
W 1581 roku do miasta należało 7 i ¼
łanu. W inwentarzu poborowym z 1629 r. odnotowano, że Marcin Stawonoga, wójt
miasta, oddał poborów (podatku) 4 od 7 i ¼ łanów , 7 rzemieślników pospolitych,
9 zagrodników bez roli, 2 towarzyszów, 1 dudy, 7 komorników.
W 1598 roku nauczycielem w szkole
parafialnej w Tenczynku był Marcin Stawinóżka z Nowej Góry.
Z pierwszej połowy XVII wieku pochodzą
wzmianki o zgromadzeniach ogółu mieszkańców Nowej Góry. Zebrania takie, w
czasie których uchwalano tzw. wilkierze czyli ustawy miejskie, były ongiś stałą
praktyką w większości miast. Mieszczanie nowogórscy nie byli jednak obyci z
takim obyczajem, albowiem nie znajdujemy wzmianek, aby cokolwiek uchwalali.
Burmistrz przedstawiał wpływy i wydatki z kasy miejskiej, pisarz odczytywał
dekrety zamkowe i nawoływał do ich przestrzegania, a zebrani wyrażali
zrozumienie i zgodę.
W 1621 roku Jan hrabia na Tęczynie,
wojewoda krakowski zapisany w aktach miejskich, gdzie „szpitalowi zapisuje
wiecznymi czasy czynsz roczny złotych polskich 33 i groszy 12 na browarze”.
W 1642 r. Dorota Teczyńska (wdowa po
Janie Magnusie – ostatnim męskim przedstawicielu rodu Tęczyńskich), wojewodzina
krakowska zapisana w aktach nowogórskich – „kupiła od mieszczanina dom na
szpital i ten ubogim wyremontować kazała”.
W latach 1652 – 1653 ziemię nowogórską
nawiedziła zaraza, a w latach 1677 – 1680 kolejna epidemia, „czarnej śmierci”
(dżumy).
W 1656 roku Łukasz z Bnina Opaliński
podpisany na ordynacji miasta w krakowskich aktach hipotecznych.
W 1685 roku Jan Opaliński, hrabia,
kolator kościoła, podpisany na ordynacji miasta w aktach hipotecznych.
Druga połowa XVII wieku rozpoczęła się
dla Nowej Góry (jak i całej Polski)nieszczęśliwie – jak wiemy z historii, w
latach 1655 – 1658 miał miejsce „potop” szwedzki. W 1655 r. król szwedzki Karol
Gustaw nakazał wybudować szeroki trakt – gościniec z Krzeszowic przez wzgórze
Bartlówkę do Nowej Góry (istniejąca do dziś droga zwana „Drogą Szwedzką”) i
Olkusza. Przy jego budowie pracowało m.in. 100 specjalnie spędzonych górników
olkuskich. Zaistniały wówczas warunki do rozwoju miasta poprzez handel,
jarmarki, transport rudy ołowiu i srebra i galmanu, których wydobycie rozwinęły
się w okolicach Nowej Góry. Jednakże z drugiej strony dogodny szlak
komunikacyjny z Krakowa przez Nową Górę
do Olkusza, powodował ciągłe przemarsze wojsk i niszczenie miasta, dlatego też
po najeździe szwedzkim było ono zniszczone i splądrowane. Ubyło ludności, do
czego przyczyniła się też epidemia cholery, która uśmierciła wielu mieszkańców
Nowej Góry, tak, że pozostało tylko kilkadziesiąt rodzin. Chorych seperowano
poza miasto do „Krzyku” (wąwozu oddzielającego
Nową Górę od Czernej), skąd dochodziły jęki (krzyki) zesłańców. Umarłych
chowano za miastem na tzw. Skotnicy I (przy drodze do Stawisk) i Skotnicy II
(za Wzgórzem).
I znów w historii Nowej Góry mamy do
czynienia z dwoma wersjami, wzajemnie się wykluczającymi. Pierwsza z nich mówi,
iż w 1658 roku król Jan Kazimierz w nagrodę za niszczeni pól mieszczan
nowogórskich wydobywaniem kopalin (była tu wytwórnia kul armatnich), nadał
miastu prawo do 12 jarmarków rocznie. Potwierdza to St. Polaczek, który w swym
opracowaniu „Powiat chrzanowski…” napisał, że:”…Przywilej ten w oryginale, na
pergaminie napisany, gmina z należną czcią przechowuje”. Czy widział jednak na
własne oczy ten dokument, czy też tylko słyszał o tym? – tego niestety nie
wiemy.
Niestety dotychczas nie udało mi się
dotrzeć do owego dokumentu Jana Kazimierza, gdyż nie wiadomo, gdzie znajduje
się on obecnie. Polaczek wspomina, iż znajdował się on w zasobach gminy Nowa
Góra. Po likwidacji gminy całość dokumentacji została przekazana do Krzeszowic,
a następnie do Archiwum Państwowego w Krakowie (ul. Sienna). Kilka lat temu
udzielono mi tam informacji, ze owszem, dokumenty te prawdopodobnie mają, ale
spoczywają one „w piwnicy”, gdyż są nieuporządkowane, w związku z czym nie mogą
być udostępnione. Czy spoczywa wśród nich dokument Jana Kazimierza?
Inną wersję przekazuje nam St. Dymek,
który stwierdza, że w 1658 r. liczba jarmarków w Nowej Górze wzrosła do
czterech oraz neguje fakt istnienia wytwórni kul armatnich w Nowej Górze, jak
również nadania przez Jana Kazimierza prawa do zwoływania 12 jarmarków rocznie.
Niewątpliwym jest natomiast fakt
ufundowania przez króla Jana Kazimierza figury Chrystusa Frasobliwego (w 1658
roku?). Kolumna z figurą Chrystusa Frasobliwego stoi do dziś na środku rynku
nowogórskiego (Kiedyś było to rozdroże starego traktu Kraków – Olkusz – Śląsk),
chociaż nie jest to XVI-wieczny oryginał. (Na pierwotnej figurze wyryty był
miecz, a wokół jego rękojeści wijący się wąż.). Figura została zrekonstruowana
w 1807 r. i ponownie odnowiona w 1959 roku przez Władysława Łagana. W 2000 roku
konserwacji i odnowy kolumny dokonała Firma Konserwacji Zabytków Aleksandra
Piotrowskiego z Krzeszowic, a kolejna miała miejsce w 2012 roku, podczas
rewitalizacji centrum Nowej Góry. Z dawnych czasów pozostał jedynie kamień
wapienny z inicjałami królewskimi, stojący obok kolumny z figurą.
Rok 1704 – Helena Elżbieta Sieniawska,
kasztelanowa Krakowska, Hetmanowa Wielka Koronna, kolatorka kościoła, podpisana
na ordynacji miasta. W roku 1720 zapisana w księdze Bractwa św. Aniołów Stróżów
jako protektorka. W tym samym roku w księdze BSAS z tytułem kanclerzyny została
zapisana jej córka – Zofia hrabina Sieniawska (póżniejsza żona księcia Augusta
Czartoryskiego).
Księżna Sieniawska, mimo iż nie przebywała w Nowej Górze, żywo
interesowała się sprawami ludzkimi, brała w obronę chłopów i mieszczan.
Przejęła się śmiercią nowogórskiego plebana ks. Franciszka Gawlikowskiego (w
1719 r.), a w 1725 r. zażądała surowego ukarania nowogórskiego mieszczanina,
który w Olkuszu okradł pewną Żydówkę. Zarządzając rozległymi włościami
korzystała z pomocy m.in. administratorów. Administratorem „dóbr tęczyńskich” (a
więc i Nowej Góry) był Piotr Morzycki, który prowadził z księżną intensywną
korespondencję. W jednym z takich listów znajduje się zaskakująca informacja,
potwierdzenia której nie znalazłem dotychczas w żadnych innych źródłach. W
liście z 17 września 1719 r. do Morzyckiego księżna napisała:” Nowiną o
pogorzeniu Nowej Góry zalterowałeś mnie wielce.” Jakie były rozmiary i skutki
tego pożaru nie wiadomo, gdyż list Morzyckiego do księżnej opisujący to
zdarzenie niestety nie zachował się.
Rok 1738 – August Aleksander książę
Czartoryski, wojewoda ziem ruskich, dziedzic Hrabstwa Tęczyńskiego podpisał
ordynację w aktach hipotecznych. Jako protektor Bractwa św. Aniołów Stróżów
zapisany był od 1763 do 1780 roku. Z jego dyspozycji w 1769 r. ks. Kazimierz
Bodurkiewicz, kanonik krakowski, przekazał kościołowi nowogórskiemu szaty
liturgiczne z kaplicy zamkowej w Tęczynie.
W roku 1748 w szpitalu, a raczej
schronisku przykościelnym, przebywało na stałe kilku biedaków. W latach 1764 –
1765 w Nowej Górze było 36 rzemieślników, w latach 1794 – 1795 liczba ich
wzrosła do 63.
W liście z 17.09.1774 roku do księcia
Augusta Czartoryskiego, proboszcz ks. Benedykt Zamoyski opisywał stan kościoła
i budynków plebańskich oraz prosił o dotację na odbudowę kościoła i plebanii.
Odnowa kościoła nastąpiła w 1776 roku, zapewne więc otrzymał fundusze. W 1777
roku dzwonnicę drewnianą (wzmiankowaną już w 1739 r.) będącą wejściem do
kościoła, przeciągnięto na walcach na róg cmentarza. W 1778 r. wymalowano i
ozdobiono wnętrze kościoła.
Rok 1782 – Izabella z książąt
Czartoryska, księżna Lubomirska, Marszałkowa Wielka Koronna, kolatorka
kościoła, podpisana na ordynacji miasta. Książę Stanisław Lubomirski, Marszałek
Wielki Koronny zapisany jako protektor Bractwa św. Aniołów Stróżów (te kolejne
wzmianki o ordynacji, poświadczają kolejnych właścicieli ziem nowogórskich).
Dnia 27 lutego 1786 roku o godz. 4,00 w
nocy „było w tutejszej okolicy trzęsienie ziemi, dało się niektórym ludziom tak
odczuć, że ich obudziło”. (epicentrum trzęsienia było w okolicy Myślenic).
Szkody były niewielkie, ale ludność doznała szoku, do czego przyczynił się
także dziekański okólnik odczytany w kościołach:” Ziemia, którą Bóg osadził na
mocnym fundamencie, została oto poruszona jego gniewem, z powodu naszych
nieprawości. Zanośmy z ludem modły i ofiary, aby się to już nie powtórzyło i by Pan umocnił ją w posadach”. Modły chyba
jednak nie zostały wysłuchane, gdyż ziemia w okolicach Krakowa zatrzęsła się
ponownie 3 grudnia 1786 roku – nie wiadomo jednak, czy trzęsienie dotknęło też
Nową Górę.
Wielkim wydarzeniem w Nowej Górze był
przejazd przez miasto króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego, który
z Krzeszowic udawał się do Olkusza. Miało to miejsce 3 lipca 1787 roku.
Przedstawmy fragmenty opisu tego zdarzenia, odnotowanego w kronice parafialnej
(Monumenta Ecclesiae Novimontis) przez ks. Benedykta Zamoyskiego:
„…Wyjechawszy z tych skał udał się Król
Imć tąż drogą do gościńca idącego ku miasteczku Nowej Góry, do którego już
prosto jechał, w którym to miasteczku obywatele utrisque sexus od X. Plebana
tutejszego na ten czas Benedykta Zamoyskiego oraz i dziekana foralnego w dobrym
porządku przez całe miasteczko po obu stronach, z jednej strony męszcyzny, z
drugiej strony białogłowy, osobno mężatki, osobno panny przystojnie przybrane,
urządzeni oczekiwali na przyjazd Króla Imci, który gdy wjechał w miasteczko,
zobaczywszy Król Imć przystojnie w porządku lud stojący, kazał zwolnić jeździe
konnej, tudzież i swojemu pojazdowi, nadjechawszy ku X. Plebanowi, w komży,
stule i z biretem stojącemu przy stoliku, na którym chleb od obywateli
nowogórskich przygotowany leżał, miał mowę Xiądz Pleban w ten sposób:
„Upragnione z nowa serca nasze, gdy
dziś napełnione obecnością przemiłego monarchy tym więcej rozżarzać się winny
wiekopomną miłością z powziętego dziś światła Majestatu (…)” Darujmy sobie
dalsza część tej przemowy, tym bardziej, że nie są to wiernie spisane słowa
wypowiedziane wówczas przez ks. Zamoyskiego, jako że opis w kronice powstał
dopiero 30 lipca. Trudno przypuszczać, aby ksiądz miał aż tak doskonałą pamięć.
Powróćmy więc do dalszej części opisu przejazdu króla.
„Po zakończonej mowie, zapytany był od
Króla Imci Xiądz Pleban w różnych okolicznościach jego stanu, na co z
przyzwoitem uszanowaniem, gdy odpowiadał X. Pleban od Króla Imci zawdzięczenie
i na dalszy czas łaskawą dla siebie pamięć etc. Po tej ceremonii podali
mieszczanie na serwecie chleb Królowi Imci, który odebrawszy kazał J.W.Imci
Xiędzu Naruszewiczowi biskupowi smoleńskiemu certuj qutum wyliczyć i ruszyć z
pojazdem w dalszą drogę, w którym to czasie, za daniwem znać od X. Plebana
zawołali w swoim porządku obywatele obojej płci stojąc: Vivat Najjaśniejszy
Król, nie przestając dotąd, póki na dół z Nowej Góry gościńcem ku Olkuszowi nie
wyjechał. Co, gdy ten lud obaczywszy na swe oczy monarchę swego, Naród Polski
jako swój kochającego, cały dzień cieszył się i radował, winszujący sobie, że w
partykularnym mieście mogli widzieć Króla Polskiego i nim się cieszyć”.
Dnia 22 maja 1797 r. przez Nową Górę
przejeżdżał poseł turecki dążąc do Prus. Brak jednak bliższych danych na temat
tego zdarzenia.
W aktach miejskich Nowej Góry, 27 lat
po powstaniu kościuszkowskim odnotowano zapis, świadczący, że z Nowej Góry było
(co najmniej) dwóch powstańców. Ogólny zapis majątkowy stwierdzał, że dwaj
synowie Jana Wójcika i Salomei, gospodarujących na Łanach, wydani byli do wojny
Kościuszki do wojska, z której żaden nie powrócił. Dodać tu można, że inni
mieszkańcy Łanów wykonywali usługi na rzecz powstania w formie przewozu,
podwód, „furaży” furmankami m.in. do Krzeszowic, Trzebini, Chrzanowa czy
Krakowa. Koszty „furaży” ponosiło miasto, a czynności te wykonywali m.in. Jan
Prymus, Kazimierz Dymek, Sebastian Wójcik, Maciej Klima, Krzysztof Durski, Jan
Chuchrowicz. Dla potrzeb Insurekcji wydano z Nowej Góry do Komisji w Krakowie –
Bielanach srebra kościelne:” dwa kielichy, dwie pateny, cztery korony z
chryzolitu pozłociste (połamane), jeden krzyżyk od korali i wotoma (wota)
dwoje”.
Kończąc opis zdarzeń z XVIII wieku
można wspomnieć, że w 1790 roku w Nowej Górze były 122 gospodarstwa domowe, a w
II połowie XVIII wieku po przejęciu ziem nowogórskich przez księcia
Czartoryskiego, Nowa Góra była nazywana przez pewien okres Nową Czartoryją (to
określenie występuje w dokumentach z 1777 i 1789 roku), ale nazwa ta wkrótce
uległa zanikowi.
Opis XVIII-wiecznej Nowej Góry byłby
niepełny, gdybyśmy nie wspomnieli o powstaniu w tym wieku przysiółków
nowogórskich – Łanów i Augustowa (obecnie Paryża).
Pierwszego mieszkańca z „Łonu”
odnotowano w 1748 roku, a nazwa Łon (Łan) pochodzi zapewne od dużych obszarów
pól (ról) ciągnących się od Nowej Góry w kierunku Ostrężnicy. W 1791 roku
odnotowano mieszkających tu Wójcika i Antosa.
Osada Augustów (Augustowo) odnotowana
została w latach 1761 – 1777. Najprawdopodobniej znajdowała się ona w granicy
pisarsko – nowogórskiej, w obrębie obecnego przysiółka Paryż. Z historii
regionu wiadomo, że w tych latach była tu manufaktura Hrabstwa Tęczyńskiego.
Istniał tu piec hutniczy i kopalnie, w których zatrudniano ok. 30 górników. Wydobywanie
rudy i wytapianie ołowiu odbywało się pod nadzorem pracowników Hrabstwa. Nazwa
tej osady najprawdopodobniej powstała od imienia księcia Czartoryskiego –
Augusta, który był ówczesnym właścicielem tych ziem.
Mieszkała tu m.in. rodzina Niklasów
(Niklazz, Niklauz). Musiała ona posiadać wyższy status społeczny, bo przy
chrztach dzieci: Benedykta, Wincentego i Anny, patronami byli proboszcz
nowogórski ks. Benedykt Zamoyski i Katarzyna Chełmicka (żona administratora
Psar). Mieszkali tu również : Michał Olszowski – administrator Filipowic i jego
syn Ignacy. Patronem (chrzestnym) w mieszkającej tu rodzinie Mateusza i Reginy
Skoczkowskich był administrator Miękini – Kazimierz Milicki. Mieszkały tu
również rodziny Fiałkowskich, Miroszewskich, Bilków, Prymusów.
Kiedy w pierwszej połowie XIX wieku
zaczęto ponownie wydobywać galman, zwiększyło się osadnictwo i rozwój osady,
nazywanej już wówczas Paryżem. Legenda mówi, że Napoleon wracając po przegranej
bitwie pod Moskwą do Francji nocował na tym terenie, a gdy rano spytano go jak
mu się spało, odpowiedział: „Jak w Paryżu”. Nie ma ona jednak potwierdzenia w
faktach historycznych. Bardziej prawdopodobne jest nazwanie tego miejsca
„Paryżem” przez pracujących tam ówcześnie górników francuskich.
W 1795 roku rozpoczął się proces upadku
Nowej Góry. Trzeci rozbiór Polski umiejscowił miasto w dystrykcie olkuskim,
zorganizowanym jako odrębna prowincja w obrębie tzw. Galicji Zachodniej,
odcinając je od naturalnych powiązań gospodarczych z Olkuszem i Sławkowem.
Upadek miasta przyspieszył pożar z 1800 roku, który na wiele lat wstrzymał
rozwój rzemiosła, a wręcz je cofnął. W 1815 roku zanikła funkcja wójta, z lat
20-tych XIX wieku pochodzą ostatnie zapisy w księdze miejskiej, po 1846 roku
zanikły doroczne jarmarki, w 1855 roku przeniesiono sąd do Krzeszowic, w 1875
roku spłonął kościół, na początku XX wieku rozebrano zagrzybiony budynek
ratusza, w 1933 roku odebrano Nowej Górze prawa miejskie, na początku lat
60-tych XX wieku zlikwidowano dekanat nowogórski…
Powróćmy jednak do zdarzeń
chronologicznych, czyli do pożaru w 1800 roku. Dnia 5 września 1800 roku o
godz. 22,30 z piątku na sobotę w domu stolarza, byłego wójta Krzysztofa
Durskiego wybuchł pożar. Spowodowała go jego żona Katarzyna, która poszła po
mąkę, a w tym czasie zapaliło się ziele konopne. Ogień wydostał się dymnikiem,
a że wiał silny wiatr, szybko rozprzestrzenił się na inne domy. Spłonął ratusz,
szpital, 45 domów i 20 stodół – prawie 1/3 miasteczka. Na skutek pożaru bardzo
ucierpiał też dach kościoła, wyremontowany zaledwie 22 lata wcześniej. Pożar
trwał 3 dni.
Miasto od zarania swego istnienia
posiadało gęstą zabudowę, co było katastrofalne w czasie pożarów. Podczas
pożaru w 1800 roku woda była tylko w sadzawce plebańskiej, którą wybrano na
kilkanaście beczek.
W jednej z zachowanych ksiąg miejskich
Nowej Góry znajdujemy listę pogorzelców. Obok wspomnianego już Krzysztofa
Durskiego i jego syna Bernarda, widnieją na niej nazwiska kilkudziesięciu osób,
a wśród nich: kuśnierza Jana Dudzickiego, krawców Stanisława i Bernarda
Kosobudzkich, szewców Wincentego Fitka, Jana Koryczana i Pawła Morawca,
garbarzy Wojciecha Godynia, Szymona Kramarza i Jana Rozmusa, tkaczy Urbana
Kawali i Kazimierza Dury, wdowy Heleny Malinowskiej i wielu innych, zamożnych
wówczas mieszczan. Najciężej dotknięta została rodzina Stanisława Piechoty –
spłonął jego dom i stodoła ze zbożem, a syn Jan wraz z żoną Justyną zginęli w
płomieniach, gdy oboje usiłowali umieścić w piwnicy zagrożony sprzęt domowy.
Straty w budynkach, towarach, zbożu i
dobytku oszacowano wstępnie na ok. 10 tysięcy ówczesnych złotych polskich.
Pod koniec XVIII wieku Nowa Góra wciąż była jeszcze
miasteczkiem stosunkowo zamożnym i tętniącym życiem. Odbywały się tutaj
jarmarki i cotygodniowe targi, kwitło rzemiosło, rozwijał się handel.
Tymczasem, jak wynika choćby z listy pogorzelców, ogień zniszczył dobytek i
warsztaty pracy najzamożniejszych rzemieślników i właścicieli kramów
kupieckich. Było oczywiste, ze bez pomocy z zewnątrz, a więc ze strony
ówczesnej właścicielki księżnej Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej, Nowa Góra
nie zdoła podnieść się ze zniszczeń. Opracowano więc obszerny memoriał,
zawierający listę poszkodowanych i szacunkowy wykaz strat, czemu towarzyszyła
prośba o pomoc. Dokument ten, skierowany do księżnej, podpisały władze
miasteczka z burmistrzami Stanisławem Czechowiczem i Janem Durskim oraz wójtem
Krzysztofem Kozakiem. Do naszych czasów nie zachował się on, a jego
treści możemy się jedynie domyślać na podstawie responsu księżnej: „Przez
niniejszą wolę moją uwiadamiam mieszczan dóbr moich dziedzicznych, miasteczka
Nowej Góry, jako że przez wzgląd na podaną mi stratę czterdziestu pogorzelców w
tymże miasteczku według zrobionej konsygnacji /.../ aby wyrachowaną sumę
złotych polskich dziewięć tysięcy osiemset siedemdziesiąt siedem, groszy 20 –
wypłacić, ale pod następującymi warunkami...” I w tym miejscu dokładnie
wyliczono owe warunki. Po pierwsze więc pogorzelcy zwrócą się o pomoc
indywidualnie, na piśmie, „w przytomności zwierzchności miejscowej”, czyli nie
tylko władz miejskich, ale i przedstawicieli administracji dóbr tęczyńskich.
Najwyraźniej chodziło tu o uwiarygodnienie wysokości poniesionych strat. Po
wtóre, poszkodowani powinni dokładnie określić cel, na jaki zamierzają
przeznaczyć uzyskaną pomoc, „to jest wiele który życzyłby sobie wyznaczyć na
kupno krów lub sprzętów, tak do gospodarstwa jak i do profesji potrzebnych”. Po
trzecie, księżna zapowiadała, że nikt nie dostanie pieniędzy do ręki („ponieważ
przewiduje, że tym pewniej by zmarnowane zostały”), ale wszelkie potrzeby i
nakłady określi zwierzchność miejska i dworska, która też dokona właściwych
zakupów. Po czwarte wreszcie, place miejskie, stanowiące dotychczas własność
mieszczan, stanowić będą zabezpieczenie zapomóg, czyli praktycznie przejdą na
własność skarbu tęczyńskiego („więc ma się rozumieć i z porządku należy, aby
wszyscy pogorzelcy w swoim urzędzie zrzekli się własnych, prywatnie sobie
poczynionych zapisów”). Księżna zapowiedziała też – z myślą o najbiedniejszych
– wybudowanie komunalnych budynków mieszkalnych, w których przez dwa lata nie
pobierano by czynszu. Po tym okresie mieszkania w owych budynkach mogłyby być
wykupione na własność.
Jesienią 1800 roku, po usunięciu pogorzelisk, przystąpiono do pierwszych prac budowlanych. Inżynier cyrkuralny Konrad Gerrath na nowo wymierzył plac centralny i opracował plan zabudowy, za co wypłacono mu 235 złotych i 10 groszy. Zatrudniono trzech murarzy: Antoniego Mieśkowskiego, Jana Dudzickiego i Antoniego Gąsiorka oraz cieślę Jakuba Siemka. Uruchomiono prace w miejscowym kamieniołomie, zaczęto zwozić cegłę – zgodnie bowiem z wolą księżnej miały powstawać budynki murowane, niektóre także piętrowe.
W aktach majątkowych ks. Lubomirskiej znajdujemy sporo szczegółowych zapisów określających wydatki na odbudowę Nowej Góry, ale na ich podstawie nie sposób wyobrazić sobie jak przebiegały same prace i jak wyglądało miasteczko po odbudowie. Wiemy jedynie, że odbudowano ratusz i austerię, oraz wybudowano tzw. „wielką kamienicę”, która zapewne była domem piętrowym stojącym w obrębie rynku. Ogółem księżna Lubomirska wydała na odbudowę Nowej Góry prawie 42 tysiące złotych polskich. Do sumy tej należy doliczyć kilka tysięcy zł wypłaconych w 1805 r. jako zapomogi dla nowo osadzonych rzemieślników (m.in. sprowadziła i osiedliła tu tkaczy pruskich), oraz 48 zł i 24 grosze na „wyzłocenie liter na marmurze z napisem osadzonym nad drzwiami ratusza”. Napis ten wyrażał wdzięczność mieszkańców Nowej Góry dla księżnej Lubomirskiej, która „po pożarze miasto drewniane na murowane przekształciła”.
Te wszystkie wydatki i wysiłki nie zapewniły zbytniej pomyślności Nowej Górze. Już raport władz miejskich z 1806 r. wskazuje na znaczne zniszczenia w nowo wybudowanych kamienicach, gdyż mieszkańcy nie byli przyzwyczajeni do życia we wspólnych domach. W tym samym raporcie czytamy, że uschła także większość drzew posadzonych w rynku z nakazania księżnej.
Jesienią 1800 roku, po usunięciu pogorzelisk, przystąpiono do pierwszych prac budowlanych. Inżynier cyrkuralny Konrad Gerrath na nowo wymierzył plac centralny i opracował plan zabudowy, za co wypłacono mu 235 złotych i 10 groszy. Zatrudniono trzech murarzy: Antoniego Mieśkowskiego, Jana Dudzickiego i Antoniego Gąsiorka oraz cieślę Jakuba Siemka. Uruchomiono prace w miejscowym kamieniołomie, zaczęto zwozić cegłę – zgodnie bowiem z wolą księżnej miały powstawać budynki murowane, niektóre także piętrowe.
W aktach majątkowych ks. Lubomirskiej znajdujemy sporo szczegółowych zapisów określających wydatki na odbudowę Nowej Góry, ale na ich podstawie nie sposób wyobrazić sobie jak przebiegały same prace i jak wyglądało miasteczko po odbudowie. Wiemy jedynie, że odbudowano ratusz i austerię, oraz wybudowano tzw. „wielką kamienicę”, która zapewne była domem piętrowym stojącym w obrębie rynku. Ogółem księżna Lubomirska wydała na odbudowę Nowej Góry prawie 42 tysiące złotych polskich. Do sumy tej należy doliczyć kilka tysięcy zł wypłaconych w 1805 r. jako zapomogi dla nowo osadzonych rzemieślników (m.in. sprowadziła i osiedliła tu tkaczy pruskich), oraz 48 zł i 24 grosze na „wyzłocenie liter na marmurze z napisem osadzonym nad drzwiami ratusza”. Napis ten wyrażał wdzięczność mieszkańców Nowej Góry dla księżnej Lubomirskiej, która „po pożarze miasto drewniane na murowane przekształciła”.
Te wszystkie wydatki i wysiłki nie zapewniły zbytniej pomyślności Nowej Górze. Już raport władz miejskich z 1806 r. wskazuje na znaczne zniszczenia w nowo wybudowanych kamienicach, gdyż mieszkańcy nie byli przyzwyczajeni do życia we wspólnych domach. W tym samym raporcie czytamy, że uschła także większość drzew posadzonych w rynku z nakazania księżnej.
Dnia 9 grudnia 1812 r. o godz. 15,00
wybuchł kolejny pożar w mieście, nie przyniósł on jednak tak ogromnych strat
jak poprzedni. Nie mamy o nim żadnych bliższych informacji.
Na kolejny pożar nie trzeba było długo
czekać, chociaż jak się wydaje, ograniczył się on tym razem tylko do jednego
budynku. „Dziennik Rządowy Wolnego Miasta Krakowa” nr 7 z 1823 roku informował
o pożarze, który ogarnął budynek plebanii. Wielką odwagą w jego gaszeniu
wykazali się Mateusz, Kazimierz i Joachim Durowie, Mikołaj i Marcin Wójcikowie,
Piotr Prymas i Kazimierz Wieczorek z Nowej Góry, a także Maciej Piechota i
Izydor Gody z Miękini oraz Klemens Kurdziel z Czernej. Wydział Spraw
Wewnętrznych Policji w Krakowie w dn. 24 lutego 1823 roku „pochwala ich
ludzkość i jako gorliwym włościanom jest pełen uznania dla tej zalety”.
Jak już wspomnieliśmy, po III rozbiorze
Polski ziemie nowogórskie należały do Austrii (od 5.07.1796 r. do 15.07.1809
r.). Wojsko Polskie wkroczyło do Nowej Góry 20 lipca 1809 roku, oswabadzając
cały obszar Galicji Zachodniej i miasto weszło w skład Wielkiego Księstwa
Warszawskiego. Do ludności miejscowej należała sprawa wyżywienia wojska, które
zostało rozlokowane po miasteczkach i wsiach. Księstwo znajdowało się wówczas
pod panowaniem króla saskiego Fryderyka Augusta. Dnia 7 maja 1810 roku
przejeżdżał on przez Nową Górę w drodze do Krakowa. Przygotowania do tego
przejazdu trwały w mieście dwa tygodnie:”…lud z okolic pobliższych sprowadzony,
drogi szerokości na łokci dwanaście plantował, kamieniami brukował, chojnami
wyściełał, ziemią przysypywał aby mocno gruntowanie było równał…dla równości
drogi brzegi obrywane, płoty podcinane, drzewa jakiego tylko gatunku wycinane
zostały…” Nastrój mieszkańców był jednak daleki od tego jaki towarzyszył
przejazdowi ostatniego króla polskiego.
Rok 1813 zapisał się częstym pobytem w
Nowej Górze różnych wojsk: polskich, austriackich, pruskich i rosyjskich. I tak
np. 19 lutego na nocleg do miasta przybyło wojsko polskie, 22 lutego przybył na
kwaterę Kamieniecki Generał Dywizji Sztabu Głównego, 23 lutego w mieście
zakwaterował płk. Brzeziński, który przebywał tu do ostatniego dnia lutego. Dnia
10 marca stanął w miasteczku gen. Grabowski z 3000 żołnierzy, który po 10
dniach wymaszerował z wojskiem do Krzeszowic, 1 kwietnia przybył kpt.
Chrzanowski ze swoją kompanią, który stacjonował w mieście do 27 kwietnia. Tego
samego dnia do Nowej Góry przybyły wojska austriackie, a potem rosyjskie. Po
Wielkanocy przybyło wojsko pruskie, a z miasteczka zabrano kilka sztuk bydła i
wieprzków. Mieszkańcom po takich rekwizycjach pozostawały tylko bezwartościowe
kwity.
W roku 1819 Alfred hrabia Potocki,
współdziedzic Nowej Góry podpisał ordynację miasta.
Dnia 11 listopada 1846 r. na mocy
traktatu mocarstw z 6.11.1846 r. Rzeczpospolitą Krakowską zajął generał
austriacki Deym i zorganizował ją jako część Galicji, pod nazwą Wielkiego
Księstwa Krakowskiego. W Nowej Górze działała wówczas jednoklasowa szkoła
ludowa oraz jedna kopalnia – własność Potockich. Zamknięto granice i zniesiono
sławne nowogórskie jarmarki. Zupełnie upadło tkactwo.
Jeśli chodzi o jarmarki nowogórskie,
źródła odnotowuja chtery: w poniedziałek po nastepujących świętach: św.
Agnieszce, po znalezieniu św. Krzyża, św. Michale, św. Tomaszu Apostole.
W 1855 roku w Nowej Górze odnotowano
wielu żebraków, kalek, osób bezdomnych, babek proszalnych, parobków – żyło się
tu biednie, był to okres postępującego upadku miasta. Nowa Góra wyludniała się,
mieszkańcy przenosili się do innych miejscowości.
W 1864 r. w Nowej Górze odnotowano 164
gospodarstwa, mieszkało tu 1206 osób, w tym 50 Żydów. Ze 196 numerów domów,
podwójnych było 24, a pustych 56. Na północnych obrzeżach rynku stał
ratusz, a przy nim po jego wschodniej stronie budynek sądu i więzienie z
lochami podziemnymi. Stały tam także dwie piętrowe „wielkie kamienice”, jedna o
nrach 43 – 47, 48 a i b, 49 oraz druga o nrach 139 – 146. W 1864 roku w
pierwszej mieszkały tylko 2 rodziny, druga była niezamieszkała.
W aktach miejskich odnotowano
następujących rzemieślników: 9 krawców, 8 szewców, 5 murarzy, 4 cieśli, 3
kowali, 7 kamieniarzy, 2 piekarzy, 2 tokarzy, 15 tkaczy, 44 górników, 2
muzykantów oraz rzeźnika, szynkarza, kuśnierza i stolarza. Łącznie 64 mieszczan
pracowało poza rolnictwem, a w rolnictwie 95.
Spośród ok. 80 nazwisk mieszczan
nowogórskich odnotowanych w latach 1598 - 1670, pozostało tylko 23. Nazwiska
mieszczan pisane były różnie, celem odróżnienia rodzin (np. Bodzęta – Bodzentka
– Bozenta, Doła – Dołka – Dolski, Dura – Durski itp.), gdyż nie była wcześniej
stosowana numeracja domów. Wprowadzono ją dopiero ok. 1800 roku
(administracyjnie ok. 1824 r.).
Połowa XIX wieku to okres zasadniczych
przemian społecznych. W 1845 roku zrezygnowano z robocizny pańszczyźnianej w
kopalniach oraz – pod naciskiem władz – nastąpiło ogólne uwłaszczenie chłopów w
dobrach Potockich. Pańszczyzna została zamieniona na czynsze, które także były
poważnym obciążeniem. Dopiero w 1848 roku w następstwie wydarzeń rewolucyjnych
w Galicji, co spowodowało m.in. włączenie Rzeczpospolitej Krakowskiej do zaboru
austriackiego, przyszło zniesienie czynszów i nadanie włościanom ziemi na
własność.
Takie było tyło historyczne procesu,
jaki w latach 1844 – 1845 toczył się w Krakowie pomiędzy grupą mieszkańców
Nowej Góry, a Adamem Potockim i jego matką, Zofią z Branickich hrabiną Potocką.
Sprawa dotyczyła wydobywania galmanu wyłącznie przez właścicieli parcel
posiadających akty własności, natomiast pozwanemu (Potockim)zakazu wydobywania
galmanu z ich parcel, zwrotu wydobytego już galmanu od 1823 roku, wynagrodzenia
szkód, itd. W lutym 1945 r. zapadł wyrok: mieszczanie nie mają zupełnej
własności gruntów przez siebie posiadanych, a Hrabstwu Tęczyńskiemu służy prawo
wydobywania z tychże gruntów kruszców.
Prosty – wydawało by się – dokument,
mówiący o wyrównaniu strat nowogórskiego plebana, który oddał swój grunt na
pochówek zmarłych, spisany w krzeszowickim pałacu 5.12.1845 r. rozciąga się na
7 stron i ma tak uroczysty charakter, jakby to była jakaś umowa międzynarodowa.
Adam Potocki „…zobowiązuje się w imieniun swem oraz w imieniu wszelkich
następnych właścicieli dóbr tychże opłacać z procentów klucza Tęczyńskiego
czynsz roczny tytułem wynagrodzenia za dwukrotne zajęcie gruntu plebańskiego na
cmentarz”. Dokument podpisany przez Adama Potockiego, jego matkę Zofię z
Branickich, senatora Kopfa reprezentujacego władze Wolnego Miasta Krakowa i ks.
Jana Podgórskiego. Chodziło o kwotę 18 złotych rocznie, a rokowania w tej
sprawie toczyły się od 1829 roku, kiedy to na cmentarz zajęto najpierw 1014, a później 2114 sążni.
Mieszkańcy Nowej Góry również brali
udział w Powstaniu Styczniowym (1863 r.), niestety nie wiemy ilu ich było –
znamy nazwiska tylko kilku z nich. W szpitalu w Krzeszowicach leczyli się: Jan
Chmielewski, Józef Puchacki (miał ciężki postrzał w pierś, ale został
uratowany), Jan Mandecki, Jan Bieniek (krakowski kamieniarz, ale rodem z Nowej
Góry).
We wtorek 19 października 1875 r. w
Nowej Górze wybuchł kolejny pożar, w wyniku którego spłonął kościół. Zdarzenie
to zostało opisane w rozdziale dotyczącym historii kościoła, nie będziemy więc
się powtarzać. Dodać więc można jedynie, że Nowa Góra w całej swej historii
cierpiała na brak wody. Dopiero w 1817 roku wybudowano wodociąg, z jednym
punktem poboru w rynku, który zmodernizowano w 1908 roku. Ujęcie tej wody było
na działce pod Czerną. Wodę własnym ciśnieniem tłoczyły tzw. „tarany” na
odległość ok. 2 kilometrów , do zbiornika buforowego, zlokalizowanego wyżej
ok.100 metrów. Stąd woda grawitacyjnie spływała do rynku. Odbiór wody był przez
hydrant do konewek. Rozlana woda spływała do koryta, a potem do poniżej
leżącego stawu, będącego zapasem wody pożarowej, a z niego spływała w teren
zwany „dołki”. Wodę do domów noszono w konewkach, pojemności ok.10 litrów
każda, zawieszonych na nosidłach, które nakładano na ramiona. Przy mrozach,
szczególnie w nocy, hydrant zamarzał – udrażniano go rano, rozpalając ognisko.
Ok. 1850 roku pleban ks. Jan Gradowski
polecił wykopać „kałuże” do pojenia bydła, na placu koło rynku, gdzie stały
chałupy poddanych plebańskich. Natomiast w 1933 roku na terenie plebanii
„wyporządzono studnie kosztem 2250 zł”.
Zanim przejdziemy do XX wieku chciałbym
przedstawić jeszcze jedną „ciekawostkę”. Kompletując materiały do niniejszego
opracowania, otrzymywałem od czasu do czasu różne informacje (np. o istnieniu
ręcznie malowanej mapy Nowej Góry – niestety bez bliższych szczegółów z jakiego
okresu ona pochodziła i kto ją posiadał) i materiały od mieszkańców Nowej Góry,
często urywkowe i niekompletne, zdjęcia, ale bez bliższych danych np. roku
wykonania zdjęcia itp. Miedzy innymi dostałem małą karteczkę – maszynopis,
zawierający opis – jak się domyślam z tekstu – obrazu, przedstawiającego dawny
rynek w Nowej Górze. Sam obraz pozostaje nieznany, podobnie jak jego autor i
obecny właściciel, zaś sam tekst, którym dysponuję, powstał zapewne w okresie
po II wojnie światowej, na co wskazuje słowo „obywatel” w tekście. Przytaczam
go w całości:
„Obraz niniejszy przedstawia dawny
rynek miasta Nowej Góry. Główny budynek piętrowy był ratuszem. W nim mieścił
się urząd gminny, oraz do roku 1849 odbywały się sądy. Po jednej i po drugiej
stronie budynku piętrowego były dobudowane budynki parterowe służące za
mieszkania dla urzędników pracujących w magistracie. Po pewnym czasie prawe
skrzydło zabudowań parterowych uległo całkowitemu zniszczeniu. Uległ również
częściowemu zniszczeniu budynek piętrowy.
Po spaleniu się drewnianego kościoła w
Nowej Górze, w latach od 1876 do 1896 nabożeństwa kościelne odbywały się w
pozostałej części zabudowań ratuszowych.
Zabudowania ratuszowe były na obecnych
parcelach ob. Piórki Józefa, ob. Ornackiego Piotra i ob. Kramarza Władysława,
tj. rozciągające się od drogi wiodącej na Wzgórze do drogi wiodącej do
Ostrężnicy.
Budynek po lewej stronie drogi wiodącej
do Ostrężnicy był na obecnej parceli ob. Katarzyńskiego Juliana i Wojciecha
oraz Kramarza Romana. W budynku tym u góry mieściły się warsztaty tkackie,
krawieckie, szewskie i inne. Wyprodukowany towar w tych warsztatach był
sprzedawany w dni jarmarczne we wnękach miedzy filarami tego budynku. W tym
budynku mieściły się również tzw. „kryminały”, w których przestępcy odbywali
kary więzienia. Obecnie na tym miejscu stoi stodoła, dom Katarzyńskich oraz dom
Kramarza Romana”.
I jeszcze jedna informacja, tym razem
dotycząca sposobu ubierania się Nowogórzan pod koniec XIX wieku.
O
ludności tutejszego regionu tak pisał Stanisław Polaczek w swojej pracy: „Lud
tutejszy należy do rodu Krakowiaków. Jest to część prastarego rodu
chrobackiego, którego osady rozpościerają się poza granicę północno-zachodnią
Galicji /.../ Mieszkańców Chrzanowa nazywają pospolicie Cabanami, Nowej Góry –
Kiszkami, Paczółtowic – Ciołkami, Czatkowic – Czapkami, Rudna – Szwedami, Psar
– Ziemskimi Kretami /.../ Krakowiacy są zwykle wzrostu miernego, włosów w
dzieciństwie jasnych, które później ciemnieją, oczu siwych, mają nos wydatny,
głowę owalną, a rysy twarzy przyjemne. Pospolicie golą zupełnie zarost na twarzy,
ale miejscami golą tylko brody, zostawiając wąsy (Rudawa, Jaworzno, Psary i
okolice). Dziewczęta pielęgnują włosy; po wyjściu za mąż zaraz przy czepinach
ucinają włosy krótko tuż przy szyi”.
Nie wiemy jak ubierali się mieszczanie nowogórscy przed stuleciami, ale możemy nieco powiedzieć na temat ich ubiorów z przełomu wieku XIX i XX. Styl ubierania się mieszczan nowogórskich i chłopów okolicznych wsi kształtowali na pewno rzemieślnicy z Nowej Góry. Jeszcze około 1865 r., gdy w czterech okolicznych wioskach było tylko kilku górników, kamieniarzy, kowali, garbarzy i cieśli, to w Nowej Górze w branży odzieżowej pracowało 25 osób, a być może drugie tyle (członkowie rodzin) pomagało im, by nauczyć się fachu – co przechodziło z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna, podtrzymując tradycje rodzinne.
W tym czasie w Nowej Górze było 14 tkaczy (knapów), 10 krawców, 1 kuśnierz (Kazimierz Wieczorek). Mieszczanie nowogórscy ubierali się według wzorów tu wytwarzanych i sprzedawanych. W pamięci i przekazach tutejszej ludności starszego pokolenia pozostał „dom z kramami”. Był to budynek, w którym rzemieślnicy nowogórscy sprzedawali swoje wyroby. Najprawdopodobniej był to długi budynek parterowy, znajdujący się po prawej stronie rynku.
Na fotografii z 1861 roku, przedstawiającej Piotra Żbika z Filipowic , który był zamożnym włościaninem, można ocenić styl ubierania się mieszkańców tych okolic w tym czasie. Koszula ze stójkowym kołnierzykiem zapiętym cienką, długą tasiemką – zapewne kolorową. Spod sukmany wyziera, być może, „kabat” bez kołnierza i dużą ilością drobnych guzików. Na kabacie biała sukmana z otokiem, znacznej szerokości przy zakończeniu rękawów oraz dwoma bocznymi skośnymi kieszeniami. Obok leży nakrycie głowy – wydaje się, że jest to cylinder.
Pod koniec XIX wieku, oraz na początku XX szyto tutaj i ubierano się w „kaftany” z czarnego sukna, oraz czarne spodnie. Ten czarny – typowy strój mieszczan nowogórskich – spowodował, że jeszcze przed II wojną światową mieszkańców Nowej Góry nazywano „karakonami”. Mieszkańcy żyjący w okresie międzywojennym ubierali się w biały, lniany, płócienny strój. Był on prosty, a górna część ubioru wypuszczana na spodnie z przepaską.
Na początku XX wieku odświętny strój kobiecy to obszerna spódnica z fałdami, bluzka biała lub kolorowa zapięta wysoko pod szyją, raczej luźna, wypuszczana na spódnicę, często zdobiona w pasie kolorowymi wyszyciami, oraz rzędy korali. Pod koniec lat 20-tych kobiety w chłodne dni ubierały się w modne szale na głowę, chustki wełniane (ciemne lub kolorowe), a „noszące się bardziej z miejska” nosiły suknie z żabotami, koronkami i modne kapelusiki. Okres lat 30-tych to ubiór już bardzo zróżnicowany – od mniej luźnych, długich spódnic, luźnych bluzek z rękawami haftowanymi z koronką i nadal sznury korali, do długich kolorowych spódnic, zapasek, szalów różnobarwnych, chusteczek „tybetek”, a w dni chłodne obowiązkowo pięknych wyszywanych kożuszków lub serdaków (bez rękawów).
Nie wiemy jak ubierali się mieszczanie nowogórscy przed stuleciami, ale możemy nieco powiedzieć na temat ich ubiorów z przełomu wieku XIX i XX. Styl ubierania się mieszczan nowogórskich i chłopów okolicznych wsi kształtowali na pewno rzemieślnicy z Nowej Góry. Jeszcze około 1865 r., gdy w czterech okolicznych wioskach było tylko kilku górników, kamieniarzy, kowali, garbarzy i cieśli, to w Nowej Górze w branży odzieżowej pracowało 25 osób, a być może drugie tyle (członkowie rodzin) pomagało im, by nauczyć się fachu – co przechodziło z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna, podtrzymując tradycje rodzinne.
W tym czasie w Nowej Górze było 14 tkaczy (knapów), 10 krawców, 1 kuśnierz (Kazimierz Wieczorek). Mieszczanie nowogórscy ubierali się według wzorów tu wytwarzanych i sprzedawanych. W pamięci i przekazach tutejszej ludności starszego pokolenia pozostał „dom z kramami”. Był to budynek, w którym rzemieślnicy nowogórscy sprzedawali swoje wyroby. Najprawdopodobniej był to długi budynek parterowy, znajdujący się po prawej stronie rynku.
Na fotografii z 1861 roku, przedstawiającej Piotra Żbika z Filipowic , który był zamożnym włościaninem, można ocenić styl ubierania się mieszkańców tych okolic w tym czasie. Koszula ze stójkowym kołnierzykiem zapiętym cienką, długą tasiemką – zapewne kolorową. Spod sukmany wyziera, być może, „kabat” bez kołnierza i dużą ilością drobnych guzików. Na kabacie biała sukmana z otokiem, znacznej szerokości przy zakończeniu rękawów oraz dwoma bocznymi skośnymi kieszeniami. Obok leży nakrycie głowy – wydaje się, że jest to cylinder.
Pod koniec XIX wieku, oraz na początku XX szyto tutaj i ubierano się w „kaftany” z czarnego sukna, oraz czarne spodnie. Ten czarny – typowy strój mieszczan nowogórskich – spowodował, że jeszcze przed II wojną światową mieszkańców Nowej Góry nazywano „karakonami”. Mieszkańcy żyjący w okresie międzywojennym ubierali się w biały, lniany, płócienny strój. Był on prosty, a górna część ubioru wypuszczana na spodnie z przepaską.
Na początku XX wieku odświętny strój kobiecy to obszerna spódnica z fałdami, bluzka biała lub kolorowa zapięta wysoko pod szyją, raczej luźna, wypuszczana na spódnicę, często zdobiona w pasie kolorowymi wyszyciami, oraz rzędy korali. Pod koniec lat 20-tych kobiety w chłodne dni ubierały się w modne szale na głowę, chustki wełniane (ciemne lub kolorowe), a „noszące się bardziej z miejska” nosiły suknie z żabotami, koronkami i modne kapelusiki. Okres lat 30-tych to ubiór już bardzo zróżnicowany – od mniej luźnych, długich spódnic, luźnych bluzek z rękawami haftowanymi z koronką i nadal sznury korali, do długich kolorowych spódnic, zapasek, szalów różnobarwnych, chusteczek „tybetek”, a w dni chłodne obowiązkowo pięknych wyszywanych kożuszków lub serdaków (bez rękawów).
Nadszedł wiek XX, który wcale nie
poprawił statusu mieszkańców Nowej Góry, jak i samego miasta – wręcz
przeciwnie, znacznie go pogorszył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz