sobota, 25 maja 2013

Biblioteka Nowogórska

        Filialna Biblioteka w Nowej Górze została założona w 1948 roku przez Miejsko- Gminną Biblioteką Publiczną w Krzeszowicach. Obecnie nowogórska biblioteka jest jedną z najstarszych i zarazem największą filią biblioteczną Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej. Od początku istnienia siedzibą biblioteki jest budynek komunalny położony w centrum wsi Nowa Góra, który nosi numer 480. Od 1949 do 1990 roku kierownikiem biblioteki była zawodowa bibliotekarka, pani Józefa Malinowska. Była to wówczas jedyna osoba odpowiedzialna za pracę w bibliotece. Kierownik biblioteki był zobowiązany do udostępniania zbiorów, nadzoru i kontroli nad księgozbiorem biblioteki.
        Biblioteka powstała z inicjatywy Danuty Hubisz. Lokal biblioteczny początkowo zajmował
100 metrów kwadratowych, gdzie na trzydziestu regałach znajdowały się książki według tematów: od tematyki historycznej i geograficznej po przez literaturę beletrystyczną po literaturę dla dzieci i młodzieży. Wygląd lokalu i atmosfera jaka panowała w bibliotece wywierała bardzo miłe wrażenie. 
Od 01.01.1990 roku kierownictwo nad biblioteką przejął Krzysztof Mastalerz, młody bibliotekarz z powołania.
        Filialna Biblioteka od sierpnia 2002 roku została przeniesiona do nowego lokalu, który znajduje się w budynku komunalnym. Obecnie biblioteka zajmuje powierzchnię
64 m2.
Aby nasze omówienie historii biblioteki w Nowej Górze było kompletne, musimy cofnąć się nieco wstecz w latach, a konkretnie do księgozbioru parafii i dekanatu nowogórskiego.
Niestety nie wiemy od kiedy w parafii i dekanacie nowogórskim zaczęto gromadzić księgi, gdyż te z początkowego okresu uległy zniszczeniu. Do naszych czasów dotrwały jedynie nieliczne egzemplarze z wieku XVII, m.in. „Żywoty świętych starego i nowego zakonu” z 1615 roku, „Kazania na niedzielę i Święta” (1609), czy „Mszały” (1616), ogółem 10 ksiąg. Z lat późniejszych pochodzą: „Biblia Sacra Vulgata” (1731 r.), „Święty Jan Chrzciciel” (1769), „Historia Kościoła” (1764), „Kazania na święta uroczyste” (1702), „Dzieje Polski” Jana Długosza, wydania z 1867 i 11868 roku, etc. Ogółem dochowało się do końca XX wieku ok. 400 ksiąg, przeważnie o treści religijnej.
Książki te drukowane są na dobrej jakości papierze czerpalnym i przetrwały kilka wieków. Wiele z nich zostało oprawionych w kunsztowny sposób przez plebanów i proboszczów, którzy kolejno przekazywali zbiory i powiększali je.

Księgozbiór poniósł duże straty w latach 1980 – 1995, ponieważ po wybudowaniu nowej plebanii, zbioru bibliotecznego i starego archiwum nowogórskiego nie przeniesiono, co spowodowało, że zbiory narażone były na niszczące działanie wilgoci (zacieki wody przez nieszczelny sufit), pleśń, kurz oraz gryzonie. Wiele ksiąg uległo rozpadowi, zdekompletowaniu całości, zniszczeniu. W latach 1995 – 96 to co dało się ocalić zostało wyczyszczone, odkurzone i zewidencjonowane przez Fabiana Łagana, a w 2003 roku zbiory zostały przekazane do Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie przez proboszcza parafii nowogórskiej ks. Józefa Grzesiułę.

Koło Gospodyń Wiejskich w Nowej Górze

 Kolo Gospodyń Wiejskich istnieje od połowy XX wieku. W roku 1979 powstał Zespół Obrzędowo-Śpiewaczy. Ze sprawozdania z roku 1979 czytamy, iż członków było 36 (z tego w  PZPR-4, ZSL-1). Z roku na rok liczba ta zmniejsza się. I tak dziś w tym Kole czynnych członków jest osiem.
               Od samego początku miejscem spotkań KGW jest Filia Miejsko - Gminnego Ośrodka Kultury w Nowej Górze, gdzie odbywają się również próby zespołu.
             Koło Gospodyń Wiejskich w Nowej Górze działa pod patronatem Krzeszowickiego Ośrodka Kultury i to właśnie on daje fundusze na większość jego potrzeb. Niestety nie zawsze wystarczały one na wszystkie potrzeby, dlatego też kobiety 1 października 1978 zorganizowały zabawę taneczną i za uzyskany dochód zostały zakupione korale krakowskie i spódnice do strojów krakowskich, których w sumie zakupiono 20 sztuk. Brakowało jeszcze butów do strojów krakowskich (...) oraz kilku ubrań męskich. Aby uszyć serdaki pani Halina Koryczan zorganizowała kurs hafciarski.

  W latach 70-tych, 80-tych i początkowo w 90-tych każda z gospodyń posiadała ogród warzywny oraz kwiatowy a kilka członkiń prowadziło dodatkowo gospodarstwo rolne.
            Kilka lat po rozpoczęciu działalności Koła został zakupiony magiel elektryczny, szatkownica elektryczna oraz sprzęt gospodarczy. Wszystkie z wyżej wymienionych maszyn były wypożyczane nie tylko kobietom z grupy ale także innym członkom tej społeczności wiejskiej.    Na spotkaniach KGW oprócz planów tego koła  zebrani dyskutowali o problemach ludności nowogórskiej.
            Kobiety z koła napisały m.in. stosowne pismo do Urzędu Miasta i Gminy w Krzeszowicach, iż członkinie nie wyrażają zgody na lokalizację wysypiska, jest to dla nich tym bardziej żenujące i niezrozumiałe że od kilkunastu lat nie było miejsca na lokalne wysypisko a teraz zatwierdzono lokalizację wysypiska komunalnego, o czym mieszkańcy sołectwa dowiedzieli się dopiero z artykułu w „Gazecie Krakowskiej”. Inną, ważną sprawą było napisanie wniosku o dotację w celu  wykonania w Nowej Górze huśtawek oraz ogródka zabaw dla dzieci nowogórskich.
          Kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich  brały także udział w konkursach: „Więcej warzyw, owoców i kwiatów” oraz „Higienizacja wsi”. Członkinie uczestniczyły również w szkoleniu na temat zbierania i leczenia się ziołami oraz w pokazie zdrowej żywności.
             Oprócz standardowej działalności KGW - jak już wspomniano - przy Kole utworzono w 1978  roku Grupę Śpiewaczo - Obrzędową. Początkowo zespół ten wyjeżdżał na konkursy nawet ponad 10 razy w roku. Niestety z biegiem czasu gospodynie nie mają już tyle siły, energii aby tak podróżować. Dlatego też obecnie uczestniczą tylko w ważniejszych uroczystościach. 
            W dniu  14 września 1997 roku,   dożynki gminne zostały zorganizowane w Nowej Górze. Uroczystości rozpoczęła uroczysta msza święta w miejscowym kościele, którą odprawił ksiądz proboszcz Jan Cieślik. Po mszy barwny korowód mieszkanców i zaproszonych gości, prowadzony przez orkiestrę KW Czatkowice - pod kierunkiem H. Maciejowskiego pomaszerował na rynek.
             Co roku KGW bierze udział w ogólnopolskim konkursie „Sabałowe Bajania”. Jest to starcie gawędziarzy, instrumentalistów, śpiewaków ludowych, „pytacy”, mowy starosty weselnego oraz wystawa twórczości ludowej, która zawsze odbywa się w Bukowinie Tatrzańskiej.
        Wśród ogromnej liczby dyplomów uzyskanych przez te wszystkie lata przez KGW, jeden jest najważniejszy. W sierpniu 2006 roku Grupa Śpiewaczo-Obrzędowa otrzymała dyplom uznania za wieloletnie kultywowanie tradycji dożynkowych. 

Straż Pożarna w Nowej Górze

          Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Nowej Górze została powołana do życia  w roku 1926 przez : Ciszowskiego Jacka (ówczesnego wójta gminy Nowa Góra), Michlewskiego Jana (ówczesnego komendanta Policji) oraz Filo Jana, Kramarza Romana, Kramarza Stefana, Piórko Feliksa. Wtedy także powołano jej pierwszy Zarząd.
         Dnia 18 września 1926 r. jednostka otrzymała z gminy Nowa Góra sikawkę dwucylindrową na kołach. Dnia 23 września firma „Technolis” z Krakowa dała na wyposażenie
44 metrów bieżących węża tłocznego i 3 metry bieżące węża ssawnego. Dnia 12 października Ochotnicza Straż Pożarna w Nowej Górze otrzymała od firmy „Wajman” z Krakowa 3 hełmy mosiężne, a od firmy „Nauman” 11 hełmów szeregowca, 2 hełmy oficerskie oraz 5 bosaków lekkich i 1 ciężki. 
       Dzięki tak wielkiemu zaangażowaniu firm, Straż Pożarna w gminie Nowa Góra zaczęła działać. W roku
1926, a więc w pierwszym roku działania jednostki było 24 czynnych strażaków.
         Firma „Technolis” pojawia się w Kronice nowogórskiej Straży Pożarnej wielokrotnie jako stały sponsor. Dzięki niej jednostka otrzymała miedzy innymi 12 pasów parcianych czerwonych, 4 pasy oficerskie, 8 toporków szeregowca oraz 4 toporki oficerskie.
       Rok 1932 rok był dla strażaków udany. Zdobyli oni pierwsze miejsce w zawodach powiatowych w Chrzanowie. Druhowie nieprzerwanie startują w zawodach, zdobywając dyplomy oraz wyróżnienia. W 1936 r. nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca był worek cebuli.

           Podczas II wojny światowej, aby utrzymywać działalność bojową jednostki, posiadany sprzęt przeciwpożarowy był przechowywany w prywatnych zabudowaniach członków O.S.P.
           W 1947 roku zorganizowano imprezy kulturalne. Zarobione pieniądze przeznaczono na materiały budowlane potrzebne do budowy remizy. Jednostka otrzymała wówczas dotację w wysokości 50 000 zł z PZU. W czerwcu rok później zaczyna się budowa. W kolejnym roku remiza zostaje oddana do użytku. Druhowie w czynie społecznym betonują mury oporowe zbiornika wodnego „kałuży”. W 1989 uchwałą zebrania nadzwyczajnego stary budynek remizy został przekazany Rejonowej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu w celu adaptacji budynku na sklep spożywczy.
           W 1957 OSP przekazano sztandar ufundowany przez społeczeństwo Nowej Góry.  W 1977 do remizy doprowadzono telefon a przy jednostce powstała Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza. W trakcie zebrania w 1980 roku Komendant Rejonowy Straży Pożarnej Kraków - Krowodrza mjr Bugaj Zdzisław wręczył medale „Za zasługi dla pożarnictwa” druhom: złoty: Kawala Jan; srebrny: Kramarz Michał, Piórko Adam. Trzy lata później takie medale otrzymali także: Filo Adam, Kawala Edmund, Kawala Władysław i Kramarz Tadeusz . W 1984 brązowe medale otrzymali: Chucherko Stanisław (1991 - złoty), Kozak Józef, Kozak Michał, Kramarz Kazimierz, Kramarz Marian, Kurdziel Antoni, Sekuła Zygfryd. „Złotym Znakiem Związku” został odznaczony w 2000 roku Filo Adam. Jak na razie jest oto jedyny druh w Nowej Górze z takim odznaczeniem.
           Początki Straży Pożarnej w Nowej Górze należały do ciężkich. Największą bolączką od zawsze były pojazdy (ich niedostatek), jakże ważne podczas ratowania ludzkiego życia czy też dobytku. W 1961 roku, z funduszy własnych straży, jednostka zakupiła samochód pożarniczy typu „Dodża” (druhowie we własnym zakresie wyremontowali i pomalowali samochód).
Dziewięć lat później jednostka otrzymała od Powiatowej Straży Pożarnej w Chrzanowie samochód pożarniczy marki „ŻUK” z pełnym wyposażeniem (który został przekazany po 23 latach eksploatowania OSP w Sance). W marcu 1993 roku kilku druhów pojechało do Opola, aby zakupić podwozie samochodu „Ural” pod przyszły samochód pożarniczy.  Pod koniec tego roku dzięki wystarczającej liczbie funduszy podwozie zostało oddane do warsztatu pod Częstochowę w celu założenia karoserii. 14 września 1994 samochód został zarejestrowany.
          Dnia 16 października odbyło się uroczyste przekazanie samochodu gaśniczo- bojowego. Wzięli w niej udział m.in. burmistrz Miasta i Gminy w Krzeszowicach Wiesław Jagiełło, Przewodniczący Rady Gminnej Rudel Stefan, przedstawiciele władz wojewódzkich Straży Pożarnej w Krakowie oraz delegacje wszystkich jednostek OSP z gminy Krzeszowice. Uroczystość odbywała się na rynku w obecności mieszkańców Nowej Góry i sąsiednich wiosek. Uroczystość rozpoczęła zbiórka pododdziałów z pocztami sztandarowymi, w asyście orkiestry dętej przy Kopalni Wapienia w Czatkowicach. Chrztu samochodu dokonała p. Czesława Dziwak, która rozbijając butelkę szampana o zderzak nadała mu imię „Błyskawica”. Poświęcenia samochodu dokonał ks. proboszcz Jan Cieślik. Po uroczystej mszy św. nastąpił czas na występy artystyczne przygotowane przez młodzież szkoły podstawowej oraz Koło Gospodyń Wiejskich.



700 lecie istnienia parafii w Nowej Górze

Dzień 19 maja 2013 roku zapisał się  trwale w historii Nowej Góry. W tym dniu uroczyście obchodzono 700-lecie istnienia parafii nowogórskiej, a mszy św. przewodniczył ks. kardynał Stanisław Dziwisz. I wydawało by się, że wszystko jest w porządku, gdyby nie fakt, że w tym roku nie przypada 700-lecie, a co najmniej 737 rocznica istnienia parafii nowogórskiej. Pisałem już o tym w jednym z wcześniejszych artykułów zamieszczonych na blogu, poinformowałem też o tym fakcie proboszcza, jednak jak widać bez efektu, gdyż zaplanowana uroczystość odbyła się, a ks. kardynał Dziwisz wspominał o 700-leciu.
W artykule obiecałem, że napiszę do Kurii w tej sprawie, tak też uczyniłem. Od księdza Jarosława Raźnego z Archiwum Kurii w Krakowie otrzymałem odpowiedź, której fragmenty poniżej cytuję:
"Nie posiadamy w naszym archiwum aktu erekcyjnego parafii w Nowej Górze, zresztą byłoby to czymś wyjątkowym. Sprawa fałszywych aktów erekcyjnych jest znana od dawna. (...) w obecnym stanie naszej wiedzy nie potrafimy wskazać jednoznacznie dat powstania ogromnej większości "starych" parafii. Wzmianka o rektorze kościoła w Górze  z 1276 r. wydaje się przesądzać o potwierdzonym źródłowo istnieniu parafii nowogórskiej już w tymże roku. (...) Jeszcze dodam, że w wypełnionej przez ówczesnego proboszcza ankiecie wizytacyjnej w 1748 r. w kratce "Erectio" ks. Józef Cyankiewicz napisał, że nie ma aktu erekcji."
To ostatnie zdanie jest bardzo ważne, bowiem niedługo później akt erekcji "znalazł się", oczywiście z datą 1313 r., który został uznany za autentyczny i jako taki jest uznawany do dzisiejszego dnia.
No cóż - czy 700 czy 750... - parafia nowogórska i tak pozostaje jedną z najstarszych w Małopolsce.

piątek, 24 maja 2013

Górnictwo na ziemi nowogórskiej


Tradycje górnictwa okolic Nowej Góry sięgają końca XIII i całego XIV wieku. Ślady dawnych robót górniczych z tego okresu napotkano w późniejszych wiekach  we wsiach Ostrężnica (Góra Ostrąska) i Płoki. Nazwa wsi Płoki pochodzi zresztą od płukania galeny i występowała już w trzydziestych latach XIV stulecia. Po roku 1400 eksploatacja objęła dawne i nowsze partie złóż, ale wybierano tu rudy bardzo ubogie i rozproszone w obszarze złożowym. Wydobycie zeszło wówczas do poziomu wodonośnego. O istnieniu kopalń  w rejonie Nowej Góry  do połowy XVI wieku świadczą dziś głównie zapiski historyczne, m.in. zapisy z ksiąg miejskich Nowej Góry, podające nazwy kilku kopalń i potwierdzające istnieniu urzędu żupniczego (sama nazwa „góra” oznaczała w języku staropolskim kopalnię).
Są legendy o nazwach „Złota Góra”, „Srebrna Góra”, ale w źródłach historycznych nie ma o tych nazwach żadnych wzmianek. Jest natomiast faktem, że w XV wieku wydobywano tu rudę ołowiową z domieszką srebra, a w 1501 r. odnotowano kopalnie nowogórskie z żyłami złota i być może na tym tle powstały legendy, przekazywane następcom.
Dziś nie ma śladów po kopalniach ołowiu koło Nowej Góry, a były tu m.in. kopalnie Włocławka, Gzynek, Świerczyna, Osika, Śródpoście. Były również „szybiska” na Polu Kaplicznym (Grzankowskim) w kierunku Czernej, od stojącej tam figury przydrożnej w kierunku Bartlówki. Szybiska galmanowe odnotowano również nad ścieżką na Podmięknie oraz wśród pól około cmentarza. Występowały one również na polach Tonderówki i Brzezin, w kierunku przysiółka Paryż.
 W połowie XV wieku górnictwo rozwinęło się w Psarach, gdzie istniało kilka kopalń. Z przełomu XV i XVI wieku pochodzą informacje  o żupach i kopalniach  w Lgocie. Najżywszy ruch górniczy panował na terenie wsi Gorenice i Ostrężnica, gdzie czynne były kopalnie „Gruszka”, „Wapowska”, „Żeglarka”, „Terle”, „Krzywa”, „Hynkowska”, „Szczęsna” i „Lipia”. Z roku 1556 pochodzi poświadczenie eksploatacji z Czernej. Niewielkie zasoby tutejszych złóż zadecydowały o krótkim działaniu większości tych ośrodków wydobywczych, ze względu na ich szybkie wyczerpanie.
           Z wieku XVI zachowały się liczne wiadomości o kopalniach ołowiu między Chrzanowem a Nową Górą. Tzw. dobra tenczyńskie obejmowały miasteczko i prawie 40 wsi, a na ich obszarze kopalnie ołowiu znajdowały się w Nowej Górze, Ostrężnicy, Psarach i prawdopodobnie także w Miękini, Czernej oraz Wodnej. O urządzeniu tych kopalni niczego bliżej nie wiemy: były one przynajmniej częściowo dzierżawione przez nieznanych gwarków.
           Kopalnie rud ołowiu funkcjonowały na pewno w Nowej Górze, Ostrężnicy, Czernej, Luszowicach, Myślachowicach i Wodnej, zaś w 1501 r. ogólnie wspomniane zostały kopalnie z chodnikami i żyłami złota „sub dominio et hereditate” Tęczyńskich. Od czasów królewskiej darowizny w 1398-1402 r. pobierali oni z nich procent od urobku, zwany dziesięciną lub olborą, często wymieniany jako osobna pozycja w działach majątkowych w XV i XVI w. Wymiar olbory egzekwowanej przez Tęczyńskich był zapewne podobny jak w pobliskiej królewskiej żupie olkuskiej, gdzie skarb królewski pobierał z tego tytułu 1/11 oczyszczonego urobku ołowiu i srebra. Zarządcą kopalni i poborcą olbory z ramienia dziedziców był żupnik nowogórski: w latach 1473-1476 z urzędem tym odnotowano Urbana, wójta Nowej Góry, w 1494 r. wspomniano (bez imienia) żupnika pana Tęczyńskiego, także później jako żupnicy występowali mieszczanie nowogórscy: Jan Kawałek (1522-1525), rajca Feliks Kawałek (1552 r.), Stanisław „żupniczek” (1558-1560), Jan „żupniczek” (1563 r.), Bartosz (1586 r.), Walenty (1621 r.) oraz dodatkowo Wojciech i Jakub Sleyn, żupnicy z Czyrmnej (1556 r.) Informacje z końca XV w ukazują Nową Górę jako ośrodek poszukiwań górniczych i eksploatacji złóż ołowiu z domieszką srebra, w drugiej połowie XVI w wymieniany obok Olkusza, Sławkowa i Chrzanowa. W listopadzie 1494 r. i w 1502 r. miejscowi górnicy i inwestujący tu mieszczanie krakowscy zawierali różne transakcje w sprawie kilku kopalni ołowiu, wymieniając m.in. kopalnię, przy której 17.11.1494 r. odkryto żyłę ołowiu (minera inventa est) oraz kopalnię „Włocławkę” koło Nowej Góry „in dominio et hereditate” Andrzeja z Tęczyna. Górnik nowogórski Mikołaj Kuncza odnotowany został też w 1495 r. W połowie XVI w w okolicach Nowej Góry funkcjonowały kopalnie rud ołowiu „Śródpoście”, „Osika”, „Świarczyna” i „Gzynek”. Z wykorzystaniem rud żelaza związane były inne obiekty przemysłowe w Nowej Górze: z lat 1502 i 1555, 1558, 1561, 1573-1578 (jednocześnie pięciu) znani są kowale, w 1554 r. odnotowano kuźnika Stanisława, zaś w 1565 r. Kuźnicę Tęczyńską, kupioną wówczas za 200 złotych polskich przez kuźnika Jana Taszyckiego z dóbr żywieckich od kuźnika Biernata, brata i spadkobiercy zmarłego kuźnika Gabriela. W XVI w ołów był wreszcie przedmiotem handlu części mieszczan nowogórskich i przyczyną handlowych pobytów w Nowej Górze kupców z Krakowa, Olkusza i Kleparza. (Jako ciekawostkę można wspomnieć, że w 1546 r. odnotowano w Nowej Górze rolę zwaną Żupnikowską.)
          Okresem największego rozwoju górnictwa ołowiu był wiek XVI i pierwsza połowa XVII wieku. Złoża galmanu występujące wraz z ołowiem zaczęto eksploatować w XVII wieku. Do tego czasu galman był odrzucany jako płona skała na wysypiska, z których dopiero później (przez cały prawie XIX wiek) był wybierany do produkcji cynku. W drugiej połowie XVII wieku były czynne kopalnie galmanu koło Ostrężnicy i Psar, a także w Lgocie. Galman wywożony był Wisłą do Gdańska, a stamtąd dalej dostarczany głównie  do Szwecji, gdzie używano go do produkcji mosiądzu.
             Elżbieta Helena księżna Sieniawska z Lubomirskich za zgodą męża zarządzała podkrakowskimi majątkami samodzielnie. Oczywiście nie przebywała tutaj na stałe, korzystała więc z pomocy administratorów – w dobrach tęczyńskich administratorem, a zarazem pisarzem procentowym (od dochodów) był Piotr Morzycki. Jego dziełem jest „Inwentarz majętności krzeszowickich wsi z 1705 r.”, w którym znajdują się dokładne spisy kmieci, zarodników i chałupników oraz ich pańszczyźnianych obciążeń. Czytamy tam m.in.: „Kiedy galman wożą, to im po 2 dni robocizny strącać, a gdy go nie wożą, to od każdej beczki po zł 2, gr 15 płacić powinni do Tęczyna.” Ci zagrodniczy i chałupnicy, którzy mieli wywozić po pół czy ćwierci beczki galmanu, musieli się zbierać i wywozić surowiec wspólnie, albo też składać się na tzw. „galmanie”. Było to nowe i wyjątkowo dotkliwe obciążenie dla ludności wiejskiej okolic Nowej Góry. Jedynie mieszczanie nowogórscy nie byli obciążeni galmanem, jako że płacili czynsze od swoich własności i profesji.
            Złoża galmanu zaczęto eksploatować w XVII wieku, a w pierwszej ćwierci XVIII w. wydobycie, bądź pozyskiwanie galmanu z wysypisk (powstałych po wcześniejszych wydobyciach rudy ołowiu) nabrało ogromnego rozmachu. W owym czasie w okolicach Nowej Góry, Lgoty i Myślachowic pozyskiwano od 500 do 800 beczek galmanu rocznie. Spławiano je Wisłą do Gdańska, a stamtąd wywożono do Szwecji i Holandii. Listy księżnej Sieniawskiej do Piotra Morzyckiego pełne są wskazówek i ponagleń dot. wydobycia galmanu i innych surowców.
W liście z 1721 r. Morzycki informował księżnę, że na polach nowogórskich udało mu się znaleźć nowe złoża galmanu i że w tym samym rejonie została zbudowana huta do jego wypalania. Była to zasługa Niemca Joachima Fumberga, który okazał się niezłym fachowcem. W tym roku przy wydobyciu galmanu pracowało 18 chłopów za pieniądze i 12 w ramach pańszczyzny. I gdy wydawało się, że wszystko ruszy pełną parą, Fumberg wziąwszy ze sobą pokaźną sumę pieniędzy na zakup miechów i innych urządzeń do huty, wybrał się na Śląsk i tam zniknął. Przepadło 120 tymfów oraz pieniądze, które miały posłużyć na opłacenie robotników. Mimo tej straty pozyskiwanie i wypalanie galmanu trwało nadal bez przerwy. W lutym 1722 roku Morzycki meldował, że potrzebuje 600 beczek oraz także 44 tratwy, aby można było wywieźć cały urobek.

          Działania Elżbiety księżnej Sieniawskiej, właścicielki ziem nowogórskich od 1704 r. związane z wydobyciem i eksportem galmanu, należały do najbardziej opłacalnych przedsięwzięć, podejmowanych na terenie latyfundium tęczyńskiego w tym okresie. Niewątpliwie wpływ na to miały niskie koszta siły roboczej. Chłopi pańszczyźniani pracowali za darmo, a robotnikom najemnym płacono 11 groszy za dniówkę. Drewno potrzebna do wstępnego wyprażania rudy galmanowej oraz do sporządzania tratew było darmowe, bo pochodziło z prywatnych lasów i tylko czasami trzeba je było dokupywać. (Z listu administratora Morzyckiego do księżnej z października 1712 r.:” Drzewo pod galman trudno kupić…”)
          Historyk  Witold Kula obliczył, że podstawowy koszt wydobycia 500 beczek galmanu (głównie robocizny) wynosił 750 złotych. Koszty dodatkowe, czyli drewno na obudowę szybów i inne cele – 1000 - 1500 zł. Transport rzeczny do Gdańska – ok. 7500 zł., ale w gdańskim porcie za owe 500 beczek, czyli 6158 cetnarów otrzymywano 15866 zł., czyli czysty zysk wynosił ok. 6000 zł.
           Ze stycznia 1725 r. pochodzi wiadomość (również z listu administratora Morzyckiego do Elżbiety księżnej Sieniawskiej), że galman skupowany jest od chłopów w kilku wsiach, co znaczyło by, że poddani uczynili sobie z wyszukiwania tego surowca dodatkowe źródło dochodów. 
         Około 1720 r. spławiano do Gdańska z kopalni pod Ostrężnicą i Psarami rocznie 500 beczek, tj. ok. 350 ton galmanu, a w drugiej połowie XVIII wieku ok. 300 beczek tj. ok. 200 ton. Około 1720 r. i 45 lat później w dobrach tenczyńskich były czynione proóby wytapiania ołowiu i srebra, przy czym ok. 1765 r. czynna była niewielka huta koło Psar. Pod koniec XVIII wieku eksport galmanu ustał i kopalnie były nieczynne przez kilkanaście lat, dopóki na początku XIX wieku, ok. 1810 r. nie wznowiono na terenie dóbr teczyńskich wydobycia galmanu dla produkcji cynku.
      W 1817 r. Izabela Lubomirska przekazała dobra tenczyńskie swym wnukom, Alfredowi i Arturowi Potockim, a w 5 lat później zaś niepodzielnym właścicielem tych dóbr z położonymi w nich kopalniami i hutami został Artur, założyciel krzeszowickiej linii Potockich (zm. 1832 r.).
         W 1819 r. dla wzrastających potrzeb górnictwa i hutnictwa ściągano do kopalni węgla (Siersza, Myślachowice) ludność z dalszych wsi – Psar, Ostrężnicy, Filipowic i Woli Filipowskiej. Mieszkańcy Nowej Góry, która była wówczas miasteczkiem, nie odrabiali pańszczyzny.
         Szybko wzrastająca koniunktura cynkowa spowodowała zbudowanie  w 1821 r. w Tenczynku huty cynkowej. W 1822 roku powstała tu jeszcze jedna, większa cynkownia. Okres tej koniunktury był jednak krótkotrwały, bo skończył się już w 1826 r. Tym niemniej w ciągu 3 lat, od lipca 1822 do czerwca 1825 r. kopalnie i huty przyniosły Potockiemu 1.163 042 złotych 20 groszy czystego zysku, a do końca 1827 r. gdy produkcja cynku była jeszcze opłacalna, kwota ogólna tego zysku zbliżyła się do wartości całych dóbr tenczyńskich, szacowanych na ok. 1,8 milionów złotych.
         Kopalnie galmanu w Lgocie, Ostrężnicy, Psarach i Wodnej, które eksploatowano przez kilka lat pełną parą, zatrudniały ok. 1824 r. dwustu lub nawet więcej robotników, rekrutujących się z pobliskich wsi. Dzień pracy wynosił 12 godzin, od 6,00 do 18,00 z przerwą na obiad, która trwała przypuszczalnie 1,5 godziny. Po 1822 r. górnicy zostali zaopatrzeni w mundury. Chociaż praca w kopalniach węgla czy galmanu była trudna i niebezpieczna, było wielu chętnych, których pociągała możliwość stałego zarobku (ok. 1,25 – 2 zł dziennie), oraz perspektywa uwolnienia od pańszczyzny. W latach 1826-1833 nastąpił kolejny kryzys cynkowy (pierwszy miał miejsce w latach 1818-1821).
           W 1827 roku w Nowej Górze istniały dwie kopalnie galmanu. Po 1854 roku na polach w kierunku Ostrężnicy uruchomiono kopalnię „Róża”, natomiast w północnej części Bartlowej Góry czynne były kolejne kopalnie galmanu, które nosiły nazwy „Henryk”  oraz „Szczęście”.
        W 1845 r. uwłaszczono poddanych chłopów w dobrach Potockich –  przeprowadzili oni z chłopami układ, mocą którego pańszczyzna została zamieniona na czynsze. Zupełne zniesienie pańszczyzny oraz czynszów i nadanie ludności wiejskiej ziemi na własność miało miejsce w 1848 roku.
            Z lat 40-tych XIX wieku pochodzą pierwsze wiadomości o obchodzeniu przez górników sierszańskich swego święta w dniu św. Barbary, czyli 4 grudnia, które obchodzone było zapewne już znacznie wcześniej, podobnie jak w innych zakładach Zagłębia. Święto to obchodzili także hutnicy. W tym dniu, wolnym od pracy, odbywała się prawdopodobnie jakaś zabawa, a robotnicy otrzymywali poczęstunek od zarządu. W Trzebini, Płokach, Nowej Górze oraz Tenczynku odbywały się wówczas nabożeństwa, które były  opłacane jak się wydaje najprawdopodobniej z kasy brackiej.
        W okresie tym głównym ośrodkiem wydobycia galmanu były kopalnie na terenie Ostrężnicy (koło przysiółka Paryż) i Psar. Po 1854 r. spotykamy się po raz pierwszy z nazwami własnymi tych kopalń pochodzącymi od nazw pól górniczych. Kopalnia ostrężnicko-lgocka otrzymała imię „Katarzyna”, psarska zaś „Jan”. Pierwsza z nich dzieliła się na rewiry: I Mrowce, II Kocman, III, IV, V, VI i VII Przykra, VIII, X i XI Niwki, IX Babskie. Kopalnia „Jan” składała się tylko z dwóch rewirów: XII i XIII. Podział na te rewiry pochodził z pierwszej połowy XIX wieku. Ogromna większość wydobycia, bo 90% a nawet więcej, pochodziła z kopalni „Katarzyna”, która w 1855 roku dała 90.838 cetnarów. Z późniejszych lat nie ma niestety dokładnych danych o ilości wydobytego galmanu. Wiadomo jedynie, że rozpoczęte prace poszukiwawcze nowych złóż przyniosły częściowo pomyślne wyniki. W Wodnej rozpoczęto wydobycie w kopalni „Karol - Franciszek”, w Nowej Górze uruchomiono kopalnię „Róża”, w Miękini kopalnię „Artur”, natomiast w Czernej kopalnię „Józef”.
      Znaczniejsze inwestycje poczynione zostały tylko w kopalni „Katarzyna”, gdzie zbudowana została cechownia, budynki mieszkalne dla dozoru i administracji, oraz składy i stajnie. W 1854 r. kopalnia ta była wyposażona m.in. w 75 lin szybowych, 70 okutych kibli do wyciągania urobku, 119 taczek, 84 sita i 44 cebry do przesiewania galmanu, 36 skrzyń do płukania galmanu, 1 miech do oczyszczania powietrza w chodnikach. Czynny był jeden kierat wydobywczy. Kopalnia składała się z kilkudziesięciu szybów i całego labiryntu chodników. Później wybito na Galmanie duży szyb i zaopatrzono go w maszynę wydobywczą. Dokładne plany robót zaczęto tworzyć po 1850 r. W Psarach wybudowany został dom dla kilku rodzin górniczych. Między
1854 a 1857 rokiem została przebudowana na bity gościniec droga z Lgoty do Trzebini, którą wożono galman do stacji kolejowej.
          Po 1854 r. administracja krzeszowicka rozwinęła szeroko poszukiwania górnicze na obszarze swych dóbr, zwłaszcza na terenie Filipowic, Woli Filipowskiej, Rudna, Krzeszowic i Brodły. W ich wyniku podjęto w Filipowicach (przed 1860 rokiem) na przestrzeni kilku lat wydobycie węgla w kopalni „Leopold”. Bardzo szeroko prowadzone były poszukiwania galmanu, których wynikiem było wznowienie wydobycia w Nowej Górze, Miękini, Czernej i Wodnej. Ok. 1860 roku kopalnie galmanu zatrudniały ok. 200 ludzi, z czego większość pracowała w kopalni „Katarzyna”.
         Pod koniec XIX wieku nastąpił upadek górnictwa rud cynkowych, wydobycie po 1890 r. zaczęło mocno spadać, wskutek wyczerpywania się złóż. Drobne ilości galmanu wydobywano jeszcze koło osady Galman niemal do czasu wybuchu I wojny światowej. W 1912 roku  trzynastu pracujących tu nadal robotników dostarczyło jeszcze 39,5 tony urobku galmanu.
        Na rozwoju Zagłębia Krakowskiego odbiły się poważnie kilkakrotne zmiany jego przynależności państwowej. Od 1795 do 1809 r. obszar ten był włączony do Austrii po III rozbiorze, w latach 1809-1815 wchodził w skład Księstwa Warszawskiego, od 1816 do 1846 r. należał do Wolnego Miasta Krakowa, od 1846 r. ponownie był przyłączony do Austrii, w granicach której pozostał aż do odzyskania niepodległości w 1918 roku. 

niedziela, 12 maja 2013

Szkolnictwo w Nowej Górze



Szkoła parafialna powstała w Nowej Górze zapewne już w XV wieku, a z lat 1518 – 1533 poświadczeni są jej rektorzy, uposażeni zapewne na części dziesięciny, co w 1533 roku kwestionował pleban nowogórski, pozwany o wynagrodzenie przez byłego rektora szkoły, Stanisława z Dobczyc. Funkcjonowanie szkoły w następnych latach potwierdzają wzmianki o jej rektorach z lat 1577 (jednocześnie pisarz miejski), 1592 i 1595. Dom rektora szkoły stał w pobliżu kościoła, plebanii i domu wikarego.
W XVI wieku w szkole parafialnej w Nowej Górze uczyły się dzieci mieszczan z Nowej Góry i chłopów z Miękini, Czernej, Filipowic i Ostrężnicy. W szkole uczył nauczyciel (rector schola) i pleban, a edukacja kończyła się w zasadzie na nauczeniu pisania, czytania i liczenia, a w szczególności uczono religii. Szkoła mieściła się przeważnie przy „wikaryjce”. Wychowanka szkoły parafialnej z Nowej Góry (o ile właśnie tam on uczęszczał), odnotowano w Akademii Krakowskiej już w 1414 roku – był to Stanisław syn Mikołaja z Ostrężnicy. W 1586 r. mieszczanin nowogórski Stanisław Tazbirek dotarł do Płocka i tam „rektorował” w miejscowej szkole. Dzięki szkole spora gromadka młodych ludzi z Nowej Góry i okolicy mogła zostać nauczycielami lub uzyskać święcenia kapłańskie – oczywiście po przejściu szkolenia seminaryjnego. Znamy nazwiska niektórych księży, którzy na przełomie XVI i XVII wieku wyszli ze szkoły nowogórskiej: Marcin Śluzowski, Walenty Gomolkowicz czy Jan Rozpądkowicz, który został nawet plebanem w rodzinnej miejscowości.
I znów natrafiamy na pewne niezgodności w źródłach, no bo jak pogodzić nastepujące informacje:
- szkoła parafialna w Nowej Górze powstała zapewne już w XV wieku
- wychowanka nowogórskiej szkoły parafialnej odnotowano w Akademii Krakowskiej już w 1414 roku
- w 1400 r. trzej młodzieńcy wywodzący się z Góry zaczęli studiować w Akademii
- Mathias (1405 r.) i Nicolaus (1406 r.) obaj „de Góra” studiują w Akademii
Czyżby więc pierwsza szkoła parafialna w Nowej Górze powstała pod koniec XIV wieku, bo przecież uczniowie szkoły parafialnej musieli mieć te „kilka lat”, aby dorosnąć  i stać się „młodzieńcami”. Chyba, że owa „Góra” nie dotyczyła naszej miejscowości, ale jeżeli nie, to której? Inna możliwość – owi „studenci” tylko urodzili się w Nowej Górze, ale do szkoły parafialnej chodzili gdzie indziej – pytanie gdzie?
Kolejne źródła i kolejne „zamieszanie”. No bo „z lat 1518 – 1533 poświadczeni są rektorzy nowogórskiej szkoły parafialnej”, a gdzie indziej informacja: „Pierwsza oficjalna wzmianka o szkole parafialnej w Nowej Górze pochodzi z 1529 roku”. To jeszcze nie wszystko, bo natrafiamy też na następujące stwierdzenie:” Pierwszy zapis potwierdzający niezbicie istnienie szkoły parafialnej w Nowej Górze (jest to dokument z wizytacji kościelnej, szkoła mieściła się w wikarówce) odnosi się dopiero do roku 1590, chociaż zapewne już wcześniej prowadzono nauczanie”.
Nie rozstrzygniemy więc chyba, kiedy zaczęła działać szkoła parafialna w Nowej Górze, a kolejne lata w jej historii też nie są całkiem jasne. Odnotujmy jednak te różne wersje, bo zapewne któraś z nich jest prawdziwa.
Działalność szkoły parafialnej w Nowej Górze potwierdzały kolejne wizytacje z 1618, 1644, 1665, 1717 i 1748 roku. Wizytacja dekanatu nowogórskiego w czasach biskupa Konstantego Szaniawskiego (1728 r.?) wykazała ponowne istnienie szkoły parafialnej w Nowej Górze (to w takim razie kiedy przestała istnieć?). Kolejna lustracja z 1748 r. potwierdziła działalność szkoły, ale uczyło się w niej tylko trzech chłopców.
Z kolei w innym miejscu odnajdujemy informację:” W 1729 r. przestała istnieć parafialna zbiorcza szkoła w Nowej Górze, otwarto ją ponownie w 1857 roku”. Informacja ta niezbyt koreluje z następną:” Nowy budynek szkolny wzniesiono po pożarze w 1800 roku, a od 1818 roku szkoła parafialna działała już nieprzerwanie przez 100 lat, aż do przejęcia szkół początkowych przez państwo w Polsce niepodległej”.
Tak jednak bywa, kiedy nie korzysta się ze źródeł oryginalnych, lecz z różnych publikacji i artykułów, które nie zawsze są wiarygodne, a czasami dodatkowo „chochlik drukarski” w znaczący sposób myli daty...
Pomijając te wszystkie powyższe nieścisłości, z całą pewnością można stwierdzić, że pod koniec XVII wieku szkolnictwo zaczęło upadać, a w tzw. „okresie saskim” nastąpił całkowity upadek oświaty. Panowała ogólna ciemnota, o czym świadczą liczne podpisy „krzyżykami”, składane pod różnymi dokumentami miejskimi i plebańskimi. Odnotowano to m.in.  w dokumentach z 1732 r., 1790 r., 1797 r., 1815 r. czy 1853 roku. W tym okresie bardziej światłymi ludźmi byli przede wszystkim pisarze miejscy i organiści. Oni spełniali wśród miejscowej społeczności ważna rolę i byli świadkami przy podpisywaniu różnych dokumentów. Spośród tych profesji w Nowej Górze odnotowano m.in. w 1760 r. notariusza i pisarza Andrzeja Zabagłowicza a w 1816 r. Sebastiana Katarzyńskiego – pisarza i organistę, co ukazują nam dokumenty.   
.     „Szkoła początkowa w mieście Nowejgórze w Obwodzie Krakowskim w powiecie krzeszowickim leżąca, początku założenia swego żadnego śladu nie ma – wieść tylko niesie, że szkoła ta jeszcze za dawnych byłych królów polskich już egzystowała i była przez gminę utrzymywaną. Gdy zaś w 1815 roku miasto Kraków zaprowadzając szkółki w Okręgu Krakowskim – w owym to czasie szkoła ta przeszła pod władzę Rządu Krakowskiego w dniu 5 maja, tj.: pod ówczesny Senat Rządzący Wolnego Niepodległego i ściśle neutralnego Krakowa i jego okręgu.” – w taki oto sposób rozpoczyna się „Historyja Szkoły Trywijalnej w Nowejgórze  w powiecie krzeszowickim w Obwodzie Krakowskim leżącej”, zaprowadzona  w roku 1865 przez Antoniego Będkowskiego nauczyciela tejże szkoły. „Historia” ta przybrała formę kroniki szkolnej  i jest prowadzona z niewielkimi przerwami, aż do czasów nam współczesnych.
           Dnia 11 lipca 1817 roku wydany został „Statut Organiczny dla szkół początkowych”, na mocy którego ludzie należący do danego zakresu szkolnego, byli zobowiązani do składania pewnych kwot pieniężnych wójtom na utrzymanie nauczyciela. Pieniądze te wójtowie przesyłali do kas akademickich. W ten sposób znalazły się fundusze  na utrzymanie nauczycieli i na opał do budynku szkolnego. Do roku 1838 węgiel do szkoły w Nowej Górze dostarczało Hrabstwo Tenczyńskie.
          W latach 1818-1822 nauczycielem szkoły był Jan Buczyński, który w 1819 r. ułożył własny program nauczania. Obejmował on: czytanie, rachowanie, pisanie, naukę początków łaciny, moralności cywilnej i religijnej, historii naturalnej, ekonomii, rolnictwa, polityki, geografii ze szczególnym uwzględnieniem Rzeczypospolitej Krakowskiej i Królestwa Polskiego, wiedzy o państwie i prawie. Program ten był tak obszerny, że nie znalazł uznania wśród uczniów, a to spowodowało niską frekwencję dzieci z Nowej Góry i pobliskich okolic w szkole.
           Obowiązkiem szkolnym objęte były dzieci od lat sześciu do dziesięciu. Do szkoły początkowej uczęszczały dzieci płci obojga, dziewczęta po ukończeniu dziesiątego roku życia musiały przejść do szkoły żeńskiej. Nauka w szkole rozpoczynała się 1 października i trwała do ostatniego dnia maja. Lekcje odbywały się bez przerwy cztery godziny, od 10,00 do 14,00.
Po ukończeniu całego kursu szkolnego uczniowie otrzymywali świadectwo, na którym były oceny z postępów w nauce, moralności i obyczajów (1834). Podstawowymi dokumentami szkolnymi była Księga Wizyt i Księga Klasyfikacyjna. Szczegółowe instrukcje dla nauczycieli dotyczące metodyki i pedagogiki zawierała księga Grzegorza Piramowicza „Powinności nauczyciela szkoły parafialnej” z roku 1787. Nie było podręczników szkolnych.
           Gdy w 1846 r. Wolne Miasto Kraków utraciło swój byt polityczny, Nowa Góra została przyłączona  do krajów wcielonych do Austrii. Dnia 25 marca 1855 roku wprowadzono „owy Statut Organiczny”, na mocy którego szkoły początkowe istniejące dotąd w okręgu byłego Wolnego Miasta Krakowa zostały zamienione na szkoły trywijalne (tzw. trywijałki). Dokonano wówczas wielu zmian w zakresie organizacji nauczania. Poniżej owe zmiany:
- dla wewnętrznego porządku i kontroli urządzono kancelarie szkolne
- w Krakowie otwarto trzyletnią szkołę dla kandydatów do zawodu nauczycielskiego, aby poprawić poziom wykształcenia nauczycieli
- wydano metodykę do wszystkich przedmiotów, opracowano również podręczniki szkolne
- pod karą grzywny wprowadzono obowiązek szkolny od szóstego roku życia (Zaznacza się to we wzroście liczby uczniów, w roku 1850 do szkoły uczęszczało 21 uczniów, natomiast w 1860 r. – 106. Do nowogórskiej szkoły w XIX wieku najwięcej uczniów uczęszczało w roku 1877 – 185, z czego 179 katolików i 6 dzieci żydowskich.)
- długość wakacji skrócono do dwóch miesięcy – lipca i sierpnia
- założono szkoły niedzielne, w niedziele i święta po południu przez trzy lata po ukończeniu trywijałki uczniowie mieli obowiązek uczęszczania do szkoły na naukę powtarzania
- wprowadzono do nauki język niemiecki zamiast jezyka polskiego, geografię, rachunki, śpiew kościelny i świecki, sadownictwo, pszczelarstwo, jedwabnictwo, religię i moralność
- wydano nakaz zakładania bibliotek szkolnych
  W 1873 roku od zakresu Nowej Góry odłączono Czernę i Ostrężnicę. Stary budynek szkolny chylił się już ku upadkowi, więc mieszkańcy Nowej Góry udali się z prośbą do hrabiego Artura Potockiego, aby pozwolił wyremontować spalony w wielkim pożarze w 1800 roku budynek, znajdujący się w rynku. Po otrzymaniu zgody, rozpoczęły się prace remontowe. Uroczyste otwarcie nowego budynku szkolnego nastąpiło 9 listopada 1876 r.
             Pierwszego września 1882 r. dzieci rozpoczęły rok szkolny mniej radośnie niż zwykle, bowiem w tym roku wiele z nich zmarło na szkarlatynę. Nadejście choroby ludzie wiązali z pojawieniem się w tym roku dwóch komet, które przyniosły obfite opady deszczu.
             Do roku 1882 chłopcy i dziewczęta uczyli się wspólnie, natomiast w tym roku utworzono drugi oddział tylko dla dziewcząt i przyjęto do pracy nauczycielkę, panią Annę Stopównę. Dnia 21 listopada 1882 roku uroczyście poświęcono drugą klasę. Dnia 27 grudnia 1883 roku po raz pierwszy nagrodzono celujących uczniów pamiątkowymi zdjęciami z okazji dwusetnej rocznicy odsieczy wiedeńskiej, a byli to uczniowie: Jan Lasoń, Stanisław Bodzęta, Józefa Czech, Agnieszka Czech, Marianna Kot, Julia Kurdziel i Julianna Kurdziel.
             7 lipca 1880 roku miały miejsce niebezpieczne uderzenia piorunów. Pierwszy piorun uderzył w dom niezamożnego osadnika na Łanach, a drugi w budynek szkoły w Nowej Górze. Za przyczynę tego uderzenia uważano wówczas pręt metalowy od dzwonka szkolnego, który był umieszczony na wieżyczce budynku. Dzięki temu, że w szkole nie było materiałów łatwopalnych, zniszczeniu uległy tylko mury i sufity, które wkrótce odremontowano. Będąca podczas burzy w budynku czwórka dzieci  pana Będkowskiego i służąca nie ponieśli żadnego uszczerbku na zdrowiu.
           W 1884 roku przemieniono jednoklasową szkołę w Nowej Górze na dwuklasową i przyjęto kolejnego nauczyciela, Ostrężnica z powrotem wróciła w zakres szkoły w Nowej Górze.
W 1885 roku w Czernej powstała filia szkoły ludowej w Nowej Górze. Pierwszym nauczycielem w nowopowstałej szkole został Florian Kotowski.
           W 1891 roku szkołę odwiedził hrabia Andrzej Potocki, a po przeegzaminowaniu uczniów stwierdził, że szkoła w Nowej Górze reprezentuje wysoki poziom nauczania.
           W 1892 roku zamknięto szkołę od 24 września do 15 października z powodu objawów cholery, jakie zaobserwowano u dzieci, a później przedłużono o dalsze dni, po telegraficznym zawiadomieniu  Rady Okręgowej w Chrzanowie. (Nowa Góra należała wówczas do powiatu chrzanowskiego)
           Dnia 7 maja 1893 r. wprowadzono do szkół (w tym również w Nowej Górze) nowe plany nauczania.
            Dnia 26 maja 1898 r. bardzo uroczyście obchodzono stuletnią rocznicę urodzin Adama Mickiewicza. Po mszy św., uczniowie szkół z Czernej, Filipowic i Nowej Góry udali się do budynku szkolnego w Nowej Górze, gdzie kierownik szkoły Tomasz Sieprawski przedstawił zebranym życiorys A. Mickiewicza. Następnie posadzono drzewko pamiątkowe przy szkole.
            W 1907 roku Ostrężnicę odłączono z zakresu szkolnego Nowej Góry.
Budynek szkolny gmina dzierżawiła wówczas od Potockich. Właściciele wystąpili z propozycją sprzedaży budynku, jednak gmina nie zgodziła się, postanowiła  budynek jedynie wyremontować. Ostatecznie gmina odkupiła budynek szkolny od Potockich w 1919 roku.
I tu znów sprzeczna informacja, mówiąca, że w 1913 roku Rada Szkolna reprezentowana przez Piotra Glenia, Jakuba Chucherkę i Michała Chucherkę zakupiła od plebanii grunt pod nową szkołę za 2259 koron – „sale szkolne były wynajmowane w mieszkaniach prywatnych”, m.in. u Jana Kantego Dury. Wynajmowała więc, czy dzierżawiła budynek od Potockich?
           Rok 1918 był bardzo ważny w dziejach szkolnictwa. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, wprowadzono następujące zmiany w organizacji nauczania: język niemiecki stał się przedmiotem nadobowiązkowym, a główny nacisk położono na naukę języka polskiego i literatury ojczystej; przedmiotami obowiązkowymi stały się: historia, geografia, przyroda ojczysta.
            W 1924 roku gmina przystąpiła do odrestaurowania  budynku z zewnątrz.  Nie odpowiadał on jednak wymaganiom, był zbyt mały, zimny, a w sali parterowej panowała wilgoć.
            Dzień 1 września 1939 roku – jak wiemy z historii – rozpoczęła się  II wojna światowa. Pozamykano szkoły, poodbierano pomoce dydaktyczne, rozpoczęło się tajne nauczanie. Tym niemniej  szkoła nowogórska funkcjonowała normalnie. Uczono języka polskiego, matematyki, śpiewu i religii. W miesiącach zimowych zajęcia nie odbywały się z powodu braku opału. W budynku od strony północnej na parterze i na piętrze znajdowały się po dwie sale lekcyjne, zaś w części południowo-wschodniej mieściło się mieszkanie kierownika szkoły.
           W sierpniu 1949 roku do Nowej Góry przybył starosta powiatowy z Chrzanowa, który przekazał pewną kwotę pieniędzy, za które wybudowano ubikacje w szkole. Komitet Rodzicielski zwrócił się z prośbą o fundusze  do kuratorium w Krakowie, a za otrzymane środki finansowe zelektryfikowano sale lekcyjne, postawiono piece kaflowe i przeprowadzono częściowy remont budynku.
           W maju 1950 roku zmarł długoletni kierownik szkoły nowogórskiej Felicjan Sieprawski, a po nim obowiązki objął Czesław Szczerban. W związku z wyżem demograficznym oraz fatalnymi warunkami w jakich uczyły się dzieci, kierownik podjął starania związane z budową nowej szkoły. 17 listopada 1955 roku został spisany akt notarialny w Państwowym Biurze Notarialnym w Krzeszowicach, na podstawie którego zamieniono działki pomiędzy Skarbem Państwa reprezentowanym przez Czesława Szczerbana, a Kurią Metropolitalną w Krakowie reprezentowaną przez księży: Michała Fudalego oraz Franciszka Juraszka.
Powołany w 1956 roku Komitet Budowy Szkoły w Nowej Górze pod przewodnictwem Jana Pałki zwrócił sie do Wydziału Oświaty Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Chrzanowie o pomoc w budowie. Budowa szkoły została ujęta w planie inwestycyjnym Wojewódzkiej Rady Narodowej  na rok 1957. Dzięki ofiarnej pomocy wszystkich mieszkańców Nowej Góry 15 sierpnia 1959 roku nastąpiło uroczyste otwarcie obecnego budynku szkolnego. Ponieważ w tym roku obchodzono 15-lecie Polski Ludowej, padła propozycja aby takie imię nadać szkole, co też  zostało przyjęte. W następnych latach zmodernizowano wnętrze budynku i otoczenie, pod kierunkiem kolejnych kierowników tej szkoły: Ignacego Mroza i Tadeusza Kuski.

           Po przemianach polityczno-społecznych, które dokonały się w Polsce po 1989 roku, nazwa „15-lecia Polski Ludowej” stała się nieaktualna, a wręcz wstydliwa. Dyrektor szkoły Tadeusz Kuska w swoim planie pracy założył zmianę imienia szkoły. Nagła śmierć w 1991 roku przerwała te plany. Pracę w tym zakresie kontynuowała jego następczyni, kolejna dyrektor szkoły Michalina Nowakowska – Malczyk. Z okazji czterdziestolecia nowej szkoły, dnia 8 maja 1999 roku doszło do zmiany nazwy „patrona” i nadano jej imię Marii Konopnickiej
Od 1 września 1999 roku oprócz Szkoły Podstawowej, w budynku szkolnym zostało usytuowane gimnazjum. Zmieniono wówczas nazwę szkoły na Zespół Szkół w Nowej Górze.
Po rezygnacji Michaliny Nowakowskiej – Malczyk z funkcji dyrektora szkoły w 2006 roku, kolejnym został Mirosław Pudlik.

sobota, 11 maja 2013

Nowogórskie sprawy sądowe i testamenty


     Nie wiadomo czy Nowa Góra miała ongiś oddzielną dokumentację sądową na wzór krakowskiej „Liber maleficorum ac damnatorum” (Księgi złoczyńców i skazanych). Większe miasta musiały prowadzić takie rejestry, bo sądy ławnicze miały pełne ręce roboty. Nowogórskie księgi miejskie (te fragmenty, które się zachowały), mają charakter ogólny i w zasadzie dotyczą spraw niespornych. Są w nich zapisy testamentowe, transakcje majątkowe, uchwały porządkowe czy decyzje o przyjęciu do prawa miejskiego. Przy rozpatrywaniu przez sąd ławniczy poważniejszych spraw majątkowych niemal zawsze byli obecni przedstawiciele panów na Tęczynie. Pod datą 1510 r. odnotowano nazwisko burgrabiego Bernowskiego, w 1515 r. w Nowej Górze pojawił się capitaneus (starosta) Jan Playski, a w 1527 r. kolejny starosta Marcinowski. Ich zadaniem było pilnowanie, aby nie dochodziło do nadmiernego rozdrabniania ról i żeby testamenty formułowano zgodnie z prawem zwyczajowym.
     Dodać tu można, iż w XVI wieku samorządowe uprawnienia mieszczan wynikające z prawa magdeburskiego były poważnie ograniczone przez rosnącą w potęgę szlachtę. Dotyczyło to w szczególności miast prywatnych, w których często dochodziło do przejawów samowoli ze strony administratorów. Brak sprawiedliwości i przekraczanie kompetencji przez urzędników stało się tak nieznośne dla władz i mieszczan nowogórskich, że na początku lat 70-tych XVI wieku wystosowali list ze skargą do ówczesnego właściciela miasta – Andrzeja Tęczyńskiego. Oryginał tego pisma nie zachował się do naszych czasów, znamy natomiast odpowiedź możnowładcy z 1572 r. List ten napisany w łaskawym tonie zawiera pouczenie, iż o obniżeniu arendy czyli czynszu nie może być mowy („gdiż sławnej pamięczi niebosczik pan ocziecz mój okazuiacz wam w tim łaskę swoją pobożnie i prawie na poli darmo tho wam arendował”), natomiast osep czyli danina w owsie ma pozostać w dawnej wysokości. Administrator dóbr najwyraźniej chciał owa daninę podwyższyć, zamieniając korce olkuskie na krakowskie, ale pan na Tęczynie postanowił, iż „ma się zostacz wedlie starodawnego zwiczaiu”. Miasto uzyskało także potwierdzenie prawa do używania łąk oraz obietnicę korzystnego rozgraniczenia gruntów od strony Psar. Był to pierwszy i bodaj jedyny przejaw tak wyraźnej łaskawości panów na Tęczynie wobec nowogórskich mieszczan. Syn Andrzeja, Jan Magnus ograniczał się już tylko do pouczeń i dekretów, a zdarzyło się w końcu, iż udzielił pisarzowi miejskiemu ostrej reprymendy za niezbyt dokładne przekazywanie jego rozkazów.
     W 1586 r. władze miejskie miały możliwość przekonania się jakie są granice ich możliwości. Sąd ławniczy pod przewodnictwem wójta Andrzeja rozpatrywał sprawę zabójstwa Macieja, karczmarza z Psar, którego 30października tego roku dokonali szlachcic Ziemkowski i jego dwaj kompani. Karczmarz zginął, bo usiłował uspokoić pijanych i rozbawionych biesiadników.  Wyrok mógł być tylko jeden– kara śmierci, ale wmieszał się przedstawiciel dworu i zadecydował o przeniesieniu przesłuchania na zamek. Nowogórskim rajcom nie pozwolono także osądzić pozostałych sprawców zbrodni. W tym świetle cynicznie brzmi wpisane do księgi miejskiej oświadczenie starosty tęczyńskiego Stanisława Bienieckiego z 1591 r.: ”Wolno też każdemu prawa swego tak we wszystkim, jako w jednej części używać”. Dwuznaczna rola przedstawiciela Zamku uwidoczniła się także w roku 1600, kiedy to „szlachetnie urodzony” Marcin Raciborski przejął za długi domy dwóch mieszczan nowogórskich: Wojciecha Makucha i Stanisława Cygana. Owo „intromissio” (sądowe wprowadzenie) odbyło się przy błogosławieństwie starosty Samuela Iwanowskiego i biernej postawie burmistrza Błażeja Michalca. Dłużnicy wraz z rodzinami znaleźli się na bruku.
     Sąd ławniczy znacznie lepiej radził sobie, gdy trzeba było rozstrzygać spory pomiędzy mieszczanami lub kmieciami z pobliskich wsi .Surowość jego postanowień miał odczuć Zygmunt Kowal, trudniący się kowalstwem. Najpierw – w 1610 r. – władze miejskie za zgodą ogółu mieszkańców przydzieliły mu w rynku plac na dom i kuźnię, uznając potrzebę zatrzymania „rzemieślnika dobrego i niezbędnego”. W roku następnym Zygmunt Kowal był już rajcą miejskim. W 1615 r. kupił cząstkę roli po zmarłym Sebastianie Solipiwo, ale nie cieszył się nią długo, bo Jakub Pera z Czernej, działając wspólnie z żoną Katarzyną z domu Solipiwówną wniósł sprawę o unieważnienie aktu kupna. Sąd uznał prawo bliższości i Kowalowi zwrócono pieniądze.
     W 1625 r. ławnicy miejscy z ówczesnym burmistrzem Marcinem Rudzińskim na czele mieli do rozwiązania wyjątkowo trudną kwestię, a wywołał ją sam wójt Malcher (Melchior). Jego ogród sąsiadował w gruntem plebańskim, ale granica nie była wyraźnie wytyczona. Gdy więc wójt postanowi ł postawić tam płot, doszło do sporu z plebanem, którym był wówczas Stanisław Tancius. Ławnicy nie mogli doprowadzić do zgody między stronami, wezwano więc na rozjemcę dworskiego urzędnika  Jana Sowienieckiego.  Po przesłuchaniu wielu świadków doszedł on do wniosku, że grunt plebański nie doznał uszczerbku i taką rezolucję wpisano do księgi miejskiej. Nie był to jednak koniec tej sprawy. W1629 r. z kolejnym pouczeniem pod adresem urzędu nowogórskiego wystąpił – niby przyganiając, niby nawołując do umacniania jego powagi – hrabia Jan Magnus Tęczyński. W 1635 r. pleban Tancius wpisał do akt uroczystą, pełną łacińskich zwrotów protestację przeciwko wójtowi, ławnikom i owym świadkom, którzy ongiś bronili płotu. Zresztą jak się okazało, owi świadkowie doznali olśnienia i teraz gotowi byli zeznawać  zupełnie inaczej. Płot nie został jednak rozebrany.
     Mamy już niemal połowę XVII wieku, a tymczasem nie natrafiliśmy  jeszcze na przypadek zastosowania „iuris gladii”, czyli prawa miecza, jakie przysługiwało nowogórskiemu sądowi. Dotychczas opisywano banalne spawy, czyżby więc sam fakt jego istnienia działał tak odstraszająco?
     W 1686 r. spór między karczmarzem Jakubem Filipowskim a Janem Gotkowskim (chodziło o obrazę żony i syna Gotkowskiego) zakończył się ugodą. Finałem wyjazdowej rozprawy w Dębniku (rok 1687) było skazanie niejakiej Krupczyńskiej na chłostę, za rzucenie oszczerstwa na swojego męża. W latach 1687-1688 parokrotnie odnotowano awanturnicze występki braci Michała i Melchiora Durskich, w tym nocne najście na dom egzekutora podatków Michała Ruskowicza („hałasy i swary wielkie w domu jego porobiwszy”). Majchera (Melchiora) skazano na tygodniowy  pobyt w wieży zamku tęczyńskiego, zapłacenie „sześciu grzywien winy zamkowej”, zakup trzech funtów wosku na rzecz kościoła i dodatkowe dwie grzywny (zapewne w wysokości dwóch złotych) dla urzędu nowogórskiego. Jakub otrzymał cztery dni wieży, cztery grzywny dla zamku, dwa funty wosku i jedna grzywna dla władzy. .Nie nauczyło ich to jednak widać niczego, gdyż w następnym roku wywołali kolejną awanturę, oskarżając niesłusznie Szymona Mazura  o szkodę w zbożu. Ale tym razem oni zostali pobici.
     W 1714 r. ławniczy sąd nowogórski rozpatrywał, w czasie sesji na zamku tęczyńskim, sprawę trzech braci Puderków z Rudna, oskarżonych o wielokrotne włamania i kradzieże z kościołów i budynków dworskich. Wobec oczywistych dowodów ich winy i zeznań uzyskanych przy zastosowaniu tortur, sąd skazał dwóch braci na powieszenie. Trzeci zdołał zbiec. Sprawcy tylko dzięki wstawiennictwu plebana uniknęli darcia pasów.
     Z sierpnia 1737 r. pochodzi opis śledztwa, w którym kat –sprowadzony do Nowej Góry zapewne z Krakowa – odegrał główną rolę. Rozpatrywano sprawę niejakiego Józefa Tyraczyka z Regulic, oskarżonego o kradzież worka żyta i rozbicie kilku uli w Kwaczale. Do tego też Tyraczyk przyznał się już na początku przesłuchania. Ponieważ jednak kradzieży było w okolicy więcej, kat przystąpił do rutynowego rozciągania na ławie. Za pierwszym rozciągnięciem delikwent wskazał wspólników, przypomniał sobie o innych swoich zdobyczach. W końcu wydobyto z niego, przy użyciu żelaza, że owych wypatroszonych uli było aż dwadzieścia pięć. Sąd więc uznał, „aby na szubienicy postronkiem  karany był”. Z kolei sąd ławniczy rozpatrywał winę wspólnika Tyraczyka, Stanisława Sikory z Grojca. Ten szedł w zaparte, chociaż wiedziano o wielu jego sprawkach, w tym o handlowaniu skradzionymi końmi. „Tedy zważywszy urząd nowogórski upór jego, „onego na tortury destynuje”– czytamy w sprawozdaniu. Nie pomogło jednak ani rozciąganie, ani przypalanie ogniem. Sikora do niczego się nie przyznał. W tej sytuacji musiało wystarczyć świadectwo  Tyraczyka. Zatem i ten obwiniony został skazany na szubienicę. W tym jednak przypadku ks. August Czartoryski, kolejny właściciel dóbr tęczyńskich uwolnił Sikorę od wyroku śmierci, zamieniając go na karę chłosty i wypędzenie z dóbr.
     W tym samym 1737 r. w październiku, nowogórscy ławnicy i rajcy pod przewodnictwem  wójta Andrzeja Domagalskiego, raz jeszcze musieli sięgnąć po najwyższy wymiar kary.  Na „śmierć szubieniczną” skazano Stanisława Płonczyka i Stanisława Duszyka za zamordowanie po pijanemu Jana Banduły. Zdarzyło się to w czasie dożynek, zabójstwo poprzedzone było awanturą, świadków znalazło się wielu, wyrok wydano szybko, a książę Czartoryski uznał:” Dekret jest sprawiedliwie ferowany”.
     W sierpniu 1749 r. sąd nowogórski pod przewodnictwem wójta Jana Chuchrowicza znowu miał do czynienia z morderstwem, tym razem wyjątkowo  brutalnym i wyrafinowanym. Życie stracił Kazimierz Bartyzel z Cholerzyna, a morderczynią była jego żona, działająca wspólnie z kochankiem  Jakubem Sobczykiem. Sobczyk, młody parobek zatrudniony w gospodarstwie Bartyzela zeznał, iż kobieta już wcześniej parokrotnie usiłowała otruć męża, używając do tego jadu węża, krwi jaszczurek, a nawet zgnilizny ludzkiego ciała, „lecz on się womitami salwował”. W końcu pospołu go udusili. Zadekretowano tortury i karę śmierci.
     W latach 1750 i 1756 w okolicach Nowej Góry zdarzyły się dwa przypadku sodomii. Zgodnie z prawem magdeburskim wydano wyroki śmierci, ale w trybie książęcego nadzoru zamieniono je na kary chłosty (po 150 rózeg),grzywnę i leżenie krzyżem w kościele przez kilka niedziel.
     W drugiej połowie XVIII wieku surowe prawo magdeburskie dogorywało. Ostatnie sejmy Rzeczypospolitej szlacheckiej usiłowały uporządkować praktykę sądową. W 1776 r. zniesiono tortury, w 1791 r. odebrano miastom prawo miecza, lecz przyznano szerokie uprawnienia obywatelskie. Ale pięć lat później  państwo polskie już nie istniało. Wszelako w Nowej Górze życie toczyło się po staremu. W 1794 r. w okresie Powstania Kościuszkowskiego, tutejszy sąd skazał Adama Kwaśniowskiego na wysoką grzywnę i dwadzieścia plag za rzucenie oszczerstwa na Szymona Kramarczyka. W 1798 r. już pod zaborem austriackim, wsadzono do aresztu miejskiego Wojciecha Czechowicza za naruszenie granicznych kamieni przy gruncie plebańskim. A zaraz po tym przymknięto dwóch jego przyjaciół, którzy przez okienko więzienne krzepili go wódką. Bodaj ostatnie wyroki (publiczna chłosta za przypadki kradzieży) zapadły w latach 1806 i 1807.A potem o sądzie miejskim w Nowej Górze już nikt nie słyszał.
     I jeszcze kilka przykładów nowogórskich spraw sądowych z XVII wieku, pochodzących z innych źródeł.
     W 1686 r. w Nowej Górze zapisano protestację, wniesioną przez Franciszka Świątkowskiego „naprzeciwko Piotrowi Cieckowi i jego kolegom”, w której skarżący się zarzucał im między innymi pobicie.
     W tym samym roku do urzędu wójtowskiego w Nowej Górze przyszedł Wojciech Stano i „prosieł o zapisanie tej sprawy, która się stała, że do czasu dzisiejszego stali formani (furmani) u Będzińskiej, którzy przyszli po bieły chleb do niego, w tym nieostrożnie rękawice upuścili, obaczywszy się, szukali, nie mogąc ich znaleźć odjechali, po tym dziewka, zamiatając, nalazła je pod progiem w sieni”. Stano prezentował owe rękawice i oświadczał, że jest gotów „ich dochować do czasu”. Jak widać zgłosił zdarzenie, aby uniknąć podejrzenia o popełnienie kradzieży.
     W 1679 r. w urzędzie nowogórskim Wojciech Bursa „protestował się na Szymona Stojaka i szwagra jego (…) ratione zadania razów jemu i żonie jego”, prosił też „urzędu wójtowskiego o przysięgłych do oglądania tych razów, czego mu urząd pozwolił”. W aktach umieszczono też zeznanie ławników (przysiężnych) nowogórskich dokonujących oględzin. „Przypatrzywszy się dobrze razom, tak zeznali, że ten Bursza ma razów dwa, jeden nad prawym okiem krwawy, drugi na liczu takiż (…) żona jego na lewej nodze stłuczony, zsiniały, na których raziech winę daje Szymonowi i szwagrowi jego Piotrowi Ludwikowi”.
     W 1682 r. inny ławnik z Nowej Góry zeznał, że poddana oględzinom pokrzywdzona „daje winę Jantoniemu Gładyszowi”.
     Akta sądowe zawierają też czasami informacje o czynnościach podejmowanych przez pokrzywdzonych, w celu ustalenia sprawcy przestępstwa i jego ujęcia. I tak np. w 1754 r. w Nowej Górze, Szymon Dura ukradł „pół wozu kowanego”. Pokrzywdzony Kazimierz Godyń, podejrzewając kto może być sprawcą, pojechał za Durą do Krakowa, gdzie udało mu się odnaleźć sprzedaną przez złodzieja szynę z jednego koła. Zasięgnąwszy informacji o sprzedawcy, „na dokument przwdy szynę wykupił”, a po powrocie Dury z Krakowa „jego do urzędu przypozwał”.  
     Słów kilka o zawartych w księgach miejskich zapisach testamentowych. Odczytywanie dawnych „Voluntates ultimae”, czyli zapisów testamentowych zawartych w nowogórskich księgach miejskich jest lekturą niezmiernie interesująca i pouczającą. Te dokumenty spisywane w imieniu ludzi stojących nad grobem, są przede wszystkim świadectwem życia. Mówią bowiem o niegdysiejszych obyczajach i systemach wartości, o stanie zamożności i stosunkach rodzinnych. Są zwierciadłem, w którym odbijają się dawno minione czasy.
     Najstarsze zachowane testamenty pochodzą z początku XVI wieku. Wtedy spisywane były jeszcze po łacinie, bez podniosłych wstępów. W ostatniej woli Stanisława Browara, spisanej w obecności wójta Adalberta (Wojciecha) w 1509 r. możemy odczytać, że leguje on „bona sua tam mobiliaquam immobilia filii suam” , czyli że zapisuje własne dobra ruchome i nieruchome swojej córce. Z 1514 r. pochodzi dokument, w którym czytamy, iż Andrzej Tasbier zapisuje swoim synom Janowi, Mateuszowi i Stanisławowi, oraz córce Małgorzacie części posiadanej roli oraz urządzenia do warzenia piwa, a więc słodownik, kocioł i beczki.  Owe pierwsze znane nam testamenty spisał zaprzysiężony („iuratorius”) pisarz Marcin Solipiwo. Jak widać, wszystkie te nazwiska mają jakiś związek  z produkowaniem piwa, a skądinąd wiadomo, że już w 1500 r. do krakowskiego prawa miejskiego został przyjęty przybysz z NowejGóry, Stanisław Słodownik. Nazwisko Tasbier to przekręcony zwrot niemiecki „tischbier”,czyli lekkie piwo stołowe. Przy spisywaniu testamentów obecni byli zazwyczaj jako świadkowie ławnicy lub rajcowie o równie charakterystycznych nazwiskach: Bartłomiej Sutor (szewc), Wojciech Bednarz, Jan Faber (rzemieślnik), Feliks Żupnik, Albert Zuparik, Jan Kramarz, świadczących o wykonywanych profesjach przez ich właścicieli. Ale w innych przypadkach nie jest to już takie pewne, gdyż np. w 1501 r. wśród świadków pojawił się Jan Filio (później pisany także jako Philio), którego nazwisko wywodzi się albo od łacińskiego czasownika„filo” (prząść), albo od przedrostka „philo” oznaczającego zamiłowanie do czegoś. Jakkolwiek było, nazwisko Filo przetrwało w Nowej Górze do naszych czasów, podobnie jak nazwiska innych testamentowych świadków z pierwszej połowy XVI wieku: Andrzeja Cavalii (1505 r.), Jana Cawalyi (1520 r.), Stanisława Fithka „de Ostrożnycza” czy Jana Szwynszka „de Makyna” (1511 r.).
     Około połowy XVI wieku nowogórskie testamenty zaczęto spisywać w rozwiniętej formule wraz z podniosłymi wstępami. Najpierw w wersji łacińskiej „salus mente et corpore”, a później polskiej „zdrowy na umyśle i ciele”. Czasem w kancelaryjnej łacinie pojawiają się polskie zwroty, gdy pisarz nie potrafił ich przetłumaczyć. I tak w zapisie z 1512 r. pojawia się słowo „szwyadomye”, a w dokumencie z 1514 r. „krowa krasula” przeznaczona spadkobiercy.
     W całości po polsku został spisany testament karczmarza Stanisława Marcinowskiego z Filipowic (1574 r.), gdzie zawarty został dokładny spis wszystkich dóbr, które miały przypaść spadkobierczyniom: córce Jadwidze i żonie Agnieszce. Równie szczegółowo zostały wymienione i rozdzielone dobra„opatrznego” Jana Żupniczka z Nowej Góry. Jego „testamentum seu ultimavoluntas” spisano przy wielu świadkach 9 lipca 1575 r.
     Już na wstępie pojawia się życzenie „żeby po jego śmierci jaki rozterk nie był między bliskimi przyjaciółmi”, co ma gwarantować obecność burmistrza Andrzeja Sołeckiego i sześciu innych członków władz miejskich. Problem polegał na tym, że trzeba było sprawiedliwie obdzielić syna Walentego z pierwszego małżeństwa oraz żonę Agnieszkę „z dziecięciem, które jeszcze było na łasce przy niej”. Podziału dokonano „na dwie połowice”. W spisie wyszczególniono 2 konie, 2 krowy i „trzecią kościelną”, jedna jałowicę, 2  cielątka „i to co było na przysądzenie”, a poza tym 8 świń, 3 koła kowane, a jedno bose, pług i bronę dobrą, a drugą złą.
     Z 1611 r. pochodzi testament Sebastiana Solipiwo, przedstawiciela rodu, który już od stu kilkudziesięciu lat odgrywał poważną rolę w życiu miasteczka. Spis dóbr jest bardzo krótki, natomiast mamy tu zapewnienia, że syn z pierwszego małżeństwa „jest już dostatecznie pieniędzmi odprawiony”. Znacznie dłuższy jest spis pozostawionych długów, z którymi miała się uporać rodzina (trzy córki i drugi syn). I tak Sebastian Solipiwo winien był Magdalenie Stawinogowej sześć złotych, Jakubkowej starej trzy floreny ,panu Wojnie z Olkusza pięć złotych, niejakiej Kuzince (kuzynce?) pół grzywny, a Zygmuntowi Kowalowi dwanaście groszy za piwo.
     Wzmianka o długach, choć bez szczegółów, pojawiła się także w testamencie Tomasza Miętka z 1624 r. Człowiek ten „chorobą ciężką powietrza morowego nawiedzony” nie miał zbyt wiele czasu na załatwienie spraw życiowych, ani też zbyt wielu kwestii do rozstrzygnięcia. Był człowiekiem biednym, wdowcem pozbawionym potomstwa. Przekazał więc po prostu swój dom z niewielkim ogrodem bratu Wojciechowi, z zaleceniem „aby długi zapłacieł”.
     Inne testamenty znane z ksiąg miejskich nie dotyczą mieszkańców Nowej Góry, możemy więc je pominąć, odnotowując jedynie, iż dotyczyły one młynarza Jana z Krzeszowic (1626 r.) czy Jadwigi Rusnowiczowej z Nowej Wsi koło Krakowa (1650 r.)
     W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia swą ostatnią wolę kazała spisać mieszczka nowogórska Zofia Kołodziejowa. Była wdową, jej mąż Jakub wzmiankowany był w latach 1606 i 1615 jako rajca, a w 1614 i 1636 jako burmistrz. Zmarł przed 1640 r. i wszystko wskazuje na to, że wdowa poszła wkrótce za nim, pozostawiając niemały majątek. I właściwie nie miał go kto dziedziczyć, ponieważ jedyny syn Antoni był wyświęcony na księdza i przebywał w klasztorze Dominikanów. Była jeszcze siostrzenica Regina, która została obdarowana dwoma adamaszkowymi kaftanami, suknią brunatną i kilkoma białymi chustami (takie chusty tkali nowogórscy knapi), a także krową, pierzyną i dwoma podgłówkami. Ale większa część majątku została przeznaczona na cele kościelne. Ksiądz Franciszek otrzymał 200 czerwonych złotych. Taką samą sumę testatorka umieściła na tzw. wyderkafie, czyli zabezpieczeniu majątkowym. Procenty od tego zabezpieczenia (7 złotych od stu w skali roku) także były przeznaczone dla plebana w intencji mszy za dusze zmarłych. Syn Antoni otrzymał „cztery czerwone złote ojcowskie” oraz rodzinne klejnoty. Na 15 złotych oceniła Kołodziejowa koszt własnego pogrzebu. Wszelako były jeszcze „role wszystkie, ogrody i łąki podleśne”. To one miały stanowić zabezpieczenie wspomnianych donacji, wśród których przyozdobienie kościelnych obrazów srebrnymi ramami i koronami stanowiło pokaźną pozycję. Nieruchomości przechodziły pod nadzór Walentego Jeżyka i przedstawicieli urzędu miejskiego, którzy byli przy spisywaniu testamentu. A poza tym były pożyczki do odebrania. Stanisław Kawala powinien zwrócić 10 złotych, Piotr Szuba dwanaście, Jakub Kuczmierz  piętnaście, a Jakub Ferfecki aż czterdzieści, co wówczas stanowiło równowartość dwóch krów. W testamencie wymieniono jeszcze paru innych dłużników, nie tylko w Nowej Górze, ale i w Miękini, Ostrężnicy i Krzeszowicach. Trud opiekunów testamentu miał być wynagrodzony „słodem, którego jest pięć ćwierci i chmielem do wyrobienia”.
     Testament bakałarza szkoły nowogórskiej Marcina Plagi z 1642 r. zasługuje na uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze, jako świadek wystąpił ks. Bazyli Omastowski, były wikary w Nowej Górze, po wtóre z uwagi na fakt przekazania spadkobiercom kilku książek, łącznie z „Wergiljuszem polskim”. Książki te miał otrzymać ten spośród trzech synów „który będzie chciał się uczyć”.
     Druga połowa XVII wieku była dla Nowej Góry, jak i całej okolicy, trudnym okresem naprawiania szkód poniesionych w czasie szwedzkiego„potopu”. Ucierpiał kościół parafialny, zubożała ludność, działalność urzędu miejskiego uległa zakłóceniu. Zaginęło wiele dokumentów. Testamentowy zapis z1664 r. sporządzony w imieniu Jadwigi Blecharki, mieszczki nowogórskiej wywodzącej się z Filipowic jest świadectwem biedy rozdzielanej na drobne części. Jedynie syn Jan otrzymał coś wartościowego – kawałek pola na Blechu. Córkom i wnuczkom przypadło trochę strojów i pościeli. Natomiast zgodnie z testamentem Marcina Gierpca z 1678 r. pensjonariuszom szpitala nowogórskiego miało przypaść 10 złotych „jeśli pieniądze będą odebrane od Klepczyny”.
     Aż do końca XVII wieku dokumenty testamentowe były traktowane niemal jak świętość, a w każdym razie w księgach miejskich nie znajdujemy żadnej próby podważania ich postanowień. Ale wraz z nadejściem czasów saskich i skutkami kolejnego najazdu szwedzkiego, upadkiem wartości pieniądza oraz zamętem w dziedzinie kultury i obyczajów, pojawił się brak zaufania do słowa pisanego. W nowogórskiej „Liber inscriptionum” z tego okresu raz po raz natrafiamy na opisy sporów majątkowych, które w poprzedniej epoce rozstrzygane były prostymi zapisami ostatniej woli właścicieli. Tak było w przypadku testamentu Jadwigi Burskiej, wdowy po wójcie Wojciechu, zakwestionowanym przez spadkobierców (1736 r.), czy sporu o dom po zmarłym Marcinie Gabrysiewiczu (1745 r.). Wreszcie w 1750 r. władze miejskie musiały się zająć „poprawianiem” testamentu Tomasza Kurdziela, gdy okazało się, że  spadkobiercy nie mogą dojść do ugody między sobą. W późniejszym okresie pojawiły się kłopoty w związku z tym, że Tomasz Kaczara nie pozostawił po sobie zapisu ostatniej woli (1771) i znów urząd musiał przejąć inicjatywę.
     Dopiero w 1777 r. pojawił się testament, w którym nie było miejsca na żadne wątpliwości. Jego autorem był Tomasz Kawala, a świadkami wójt Szymon Łagan i burmistrz Tomasz Chuchrowicz. Jako pisarz wystąpił Jakub Dworczyński. W tym klarownym dokumencie czytamy:” Co się tycze roli, którą trzymam, której to roli jest ćwierci trzy, z tych trzy ćwierci jedną oddaję żonie mojej, drugą ćwierć którą trzyma Józef Gleń oddaję Krzysztofowi synowi młodszemu, które to role leżą obiedwie wraz, ciągną się od drogi kościelnej aż do granicy psarskiej. Z jednej strony rola plebańska, z drugiej rola kramarzowska... Po tym Balcerowi, synowi najmłodszemu z pierwszej żony, roli kwaterkę ojczyzny i pół, która się ciągnie od drogi św. Wojciecha do granicy czernieńskiej... Ogrodów jest trzy, oddaję żonie mojej; ogród Fitkowski, który jest na Sikorowskiem – Krzysztofowi... Ogród, który jest nad drogą św. Wojciecha– Balcerowi, ogród który trzyma Franciszek Czechowicz – z tego spłaci żona moja temuż złotych szesnaście... Wozów jest dwa: żonie większy, a synom mniejszy. A jeszcze żonie brony małe, synom po jednej bronie, pługów dwa, żonie większy. Koni parę żonie, wołów dwie pary, większe woły Krzysztofowi, druga parę sprzedać, pieniędzmi podzielą się dzieci z pierwszej żony, to jest Balcer, Marianna która jest za Pawłem Wójcikiem i Regina za Jakubem Rozmusem z Ostrężnicy. Domostwo, stodoła i chlewy żonie. Korali nici sześć, mniejsze Mariannie. Suknię zieloną, w której ja chodził i pas kałamajkowy i czapkę zieloną Krzysztofowi.”
     W tym tak obszernym zapisie trzeba było dokonać kilka skrótów, które nie naruszają jednak istoty rzeczy. Jak widać, była to spora majętność, która jednak musiała ulec rozdrobnieniu. Było to jednak zjawisko nieuniknione i dotyczyło wielu innych gospodarstw pod koniec XVIII wieku, w okresie znacznego przyrostu liczby mieszkańców Nowej Góry i okolicznych wsi. Taki sam wniosek nasuwa się po lekturze kolejnego aktu ostatniej woli, spisanego rok później (1778), przy udziale tego samego wójta, Szymona Łagana. Testatorem jest Grzegorz Kwaśniowski z Nowej Góry:
     „Oświadczam się każdemu chrześcijańskiemu człowiekowi tu i na Sądzie Bożym, iż ja w prawdziwej świętej wierze chrześcijańskiej, którą Chrystus Pan postanowić raczył, chcę umrzeć... Z pracy zaś mojej pozostały: Najprzód Adamowi synowi oddaję jedną kwaterkę roli ojczystej; ogród pod miękińskim dworem leżący, ten oddaję niech idzie na trzy części. Synowi Adamowi część jedną, a dwie części bratom moim Kazimierzowi i Szczepanowi. Także Adamowi synowi oddaję jedną klacze robotną, zboże które już w stodole i w polu jeszcze się znajduje, z tego synowi memu część jedną, a dwie części córkom Madgalenie i Annie... Co się zaś tycze chałupy, stodółki i chlewa wraz z placem przed temi budowami leżącem, to oddaję Magdalenie córce mojej, którą zobowiązuję Sądem Boskim, ażeby najmłodszej córce mojej a siostrze swojej krzywdy nie czyniła. Niechaj wraz z sobą obopólnie mieszkają... Owce, co są u Józefa Zawieruchy, to też oddaję córkom... W domu zaś jest owiec jedenaście, z tych najprzód oddaję synowi Adamowi trzy i jagnię. Magdalenie dwie, a zaś Annie trzy, a jedną która zostaje, oddaję dla ubogich... Przyodziewkiem białogłowskim mają się córki podzielić.” W testamencie mowa jest jeszcze o konieczności podziału bydła, zboża i sprzętów domowych, co można pominąć, mając nadzieję, że wszystko odbyło się zgodnie z wolą Grzegorza Kwaśniowskiego.
     Nie zostawił testamentu mieszczanin Maciejowski, który zmarł przed rokiem 1785. W następstwie tego jego najstarszy syn Jan z pierwszego małżeństwa przejął cały majątek, z krzywdą przyrodnich braci i sióstr, a także macochy, którzy – jak napisano w skardze skierowanej do urzędu– „w jednym domu i na jednej roli mizerię cierpieli”. Władze miejskie musiały wystąpić w roli rozjemcy i obrońcy pokrzywdzonych. W dokumencie z 1785 r. czytamy:” My, urząd burmistrzowski i ławnicy, wysłuchawszy stron tak powodnej jako też odpornej, a dołożywszy się prawa pisanego Magdeburskiego, które uczy, że synowie jednego ojca, chociaż będą nie jednej matki, powinni między sobą równy dział czynić, jako zakłada prawo, że starszy powinien dzielić a młodszy sobie wybierać, przysądzamy dekretem naszym sprawiedliwy podział...” W tym miejscu nastąpiły wskazówki, jak ten podział ma być dokonany. Strony zaakceptowały te decyzje, o czym świadczą liczne krzyżyki na dokumencie(wszyscy byli analfabetami) oraz urzędowy podpis przedstawiciela dworu pana Paczoskiego.
     Z lat 1802-1821 pochodzą ostatnie testamenty, jakie zapisano w nowogórskiej księdze miejskiej. Są to na ogół bardzo lakoniczne zapisy, ponieważ wielu mieszkańców utraciło domy i cały dobytek w pożarze z1800 roku. Franciszek Czechowicz mógł w 1806 r. przekazać swoim synom tylko po dwie półkwaterki roli oraz kocioł garbarski. Żona miała zachować jedną półkwaterkę i łąkę na podlesiu. Krzysztof Kozak sporządził swą ostatnią wolę w1809 r. przed udaniem się do schroniska dla ubogich, przekazując swą kwaterkę gruntu bratu Łukaszowi. Mateusz Łabuzek zadecydował w 1812 r., że jego córki Małgorzata i Justyna same mają się podzielić rolą „bodzentowską” po matce Justynie. W tym samym roku Kazimierz Pałka rozdzielił swoją ćwiartkę i dwie kwaterki ziemi pomiędzy czterech synów, co oznaczało, że dostali po niewielkim skrawku.
     20 marca 1818 r. w obecności zastępcy wójta Jędrzeja Piórko (wójt rezydował wtedy w Krzeszowicach), swój zapis majątkowy sporządził wdowiec Kazimierz Dymek. Nie była to ostatnia wola, lecz kontrakt przedmałżeński, ponieważ zamierzał on poślubić wdowę Leśniaczkę z Ostrężnicy. Przyszła małżonka otrzymała pół ćwierci roli i dom. Synowie z pierwszej żony Mikołaj i Joachim zostali zobligowani, aby po śmierci ojca do „Franciszki, macochy swojej, nie mieli żadnej pretensji i nie czynili jej przeszkód”. Jakoż w istocie po niedługim czasie kontrakt majątkowy przekształcił się w testament.
     W październiku 1819 r. mieszczanin Jan Fitek zapisał „dom swój własny na Sikorowskiem po pogorzelisku miasta postawiony” synowi Michałowi. Córka Salomea otrzymała pół kwaterki roli. W marcu 1821 r. Jędrzej Sutor przekazał swój „dom spustoszały” młodszemu synowi Łukaszowi z zaleceniem, aby ten spłacił starszego brata Jana sumą dwunastu złotych.